Mecz dwóch czołowych drużyn Ekstraklasy – Lechii Gdańsk oraz Korony Kielce zakończył się zwycięstwem gości. Jedynego gola w tym spotkaniu zdobył Maciej Korzym.
Korona Kielce przystąpiła do tego pojedynku z wieloma roszadami w składzie, gdyż niedostępni byli: Małkowski, Niedzielan, Mijalović oraz Hernani. – Nie mamy na tyle wyrównanego zespołu, żeby zmiennicy w identyczny sposób zastąpili zawodników z pierwszego składu – podkreślał przed meczem trener Sasal, którego głównym celem, w obliczu licznych absencji, było nie stracenie bramki.
Po pierwszej odsłonie spotkania sympatycy futbolu zgromadzeni przy Traugutta nie mieli zbyt wielu powodów do radości – mecz toczył się w powolnym tempie, a sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo.

Mimo iż Lechia miała inicjatywę w tym spotkaniu, to Korona stworzyła sobie najlepszą szansę na otwarcie wyniku. W 26. minucie z powietrza uderzał Edi, jednak jego strzał przeleciał ponad bramką. Brazylijczyk próbował ponownie pod koniec pierwszej części gry. Jego kąśliwe uderzenie trafiło tylko w boczną siatkę. Gospodarze próbowali swoich sił głównie w strzałach z dystansu, ale ani Surmie, ani Lukjanovsowi nie udało się zagrozić bramce strzeżonej przez Cierzniaka, który w składzie znalazł się z konieczności, zawieszony za czerwoną kartkę był bowiem Małkowski.
„Koncert niecelnych strzałów z dystansu” – tak w skrócie można określić poczynania obu drużyn na początku drugiej odsłony meczu. Najbliżej powodzenia był Surma, którego uderzenie z 25 metrów minimalnie minęło poprzeczkę. Deleu oraz dwukrotnie próbujący Traore, podzielili los swojego poprzednika – futbolówka za każdym razem mijała bramkę strzeżoną przez Cierzniaka. Największe zagrożenie goście sprawili po… dośrodkowaniu Lukjanovsa, które odbiło się od słupka, a potem od pleców golkipera Korony. Czujny był jednak Pavol Stano, który przytomnie zażegnał niebezpieczeństwo.
Swoich rywali uporczywie próbowali naśladować kielczanie, a konkretnie Sobolewski, Jovanović oraz Edi, bowiem żaden z ich strzałów nie zagroził Małkowskiemu. 36-letniemu Brazylijczykowi udało się później uderzyć celnie, lecz pewną interwencją popisał się bramkarz gospodarzy.












