W pierwszym sobotnim meczu 20. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy zmierzyły się dwie drużyny zajmujące środek tabeli. Na stadionie w Krakowie miejscowa Cracovia podejmowała Koronę Kielce. Podopieczni Oresta Lenczyka, w przeciwieństwie do rywala, przegrali swój ostatni mecz.
Od pierwszego gwizdka widać było, że obie drużyny chcą jak najszybciej zdobyć bramkę, by później spokojnie kontrolować przebieg spotkania. Niestety, zarówno Cracovia, jak i Korona miały ogromne problemy z wykończeniem akcji. Najbliżej zdobycia bramki był Radosław Matusiak, który wyraźnie wraca do formy. Były piłkarz Palermo był bardzo kreatywny, szukał kontaktu z piłką, a co najważniejsze, również starał się dogrywać partnerom. Takie zachowanie mogło się podobać Franciszkowi Smudzie, który z pozycji trybun przyglądał się zawodnikom.
Wraz z upływającym czasem piłkarze obu zespołów wyraźnie się rozkręcali. Idealną okazję do zdobycia gola w 34. minucie miał Edi, jednak sędzia odgwizdał spalony. Wizja utraty bramki podziałała motywująco na piłkarzy Oresta Lenczyka i gdy wydawało się, że pierwsza część spotkania zakończy się wynikiem bezbramkowym, dwa ciosy zadał Radosław Matusiak. Były piłkarz Palermo najpierw w 41., a następnie w 45. minucie wpisał się na listę strzelców.
Po zmianie stron wyraźnie zaatakowali kielczanie. Zespół Marcina Sasala nie miał już nic do stracenia i dlatego zdecydował się podjąć walkę. Już w 52. minucie Korona miała szansę na zdobycie bramki. Piłka po rzucie rożnym minęła bramkarza Cracovii, ale wyraźnie zaskoczony Hernani nie trafił do pustej bramki. Napór drużyny gości cały czas trwał, jednak dobrze spisywała się defensywa Cracovii. Trener Marcin Sasal ,widząc nieporadność swoich podopiecznych, zmienił taktykę, jednak mimo dogodnych sytuacji cały czas brakowało szczęścia. To uśmiechnęło się do gospodarzy. W 71. minucie fantastyczny rajd prawą stroną przeprowadził Radosław Matusiak, a wprowadzony kilkanaście minut wcześniej Goliński podwyższył wynik na 3:0.
Kibice nie zobaczyli już więcej bramek. Cracovia pewnie pokonała Koronę. Samo spotkanie stało na niskim poziomie, ale zadowolonym można być tylko z postawy Radosława Matusiaka, który skutecznie walczy o miejsce w kadrze Franciszka Smudy.










