Radosław Matusiak miał znakomitą okazję, by strzelić zwycięską bramkę dla Widzewa we wczorajszych derbach Łodzi, jednak obronną ręką z tej sytuacji wyszedł Pavle Velimirović, golkiper ełkaesiaków. Po meczu napastnik stwierdził, że zabrakło mu trochę szczęścia.
Jesteście zadowoleni z tego remisu?

Myślę, że nie. Przy tych sytuacjach, które mieliśmy, powinniśmy ten mecz wygrać. Mimo że może ŁKS prowadził grę, był częściej przy piłce i atakował, to nasze sytuacje były o wiele lepsze i klarowniejsze, więc myślę, że nikt z Widzewa nie jest dzisiaj zadowolony. Choć oczywiście uważam, ze ten wynik jest dla nas lepszy niż dla drużyny ŁKS-u.
Jedną z tych sytuacji miał Pan…
No tak, szkoda. Byłem przekonany, że piłka wpadnie do bramki, nie wiem, czy bramkarz dostał w ucho czy w głowę, bramka nie padła. Miałem trochę pecha piłkarskiego.
Nie był Pan zdziwiony, że zszedł z boiska? Wydawało się, że dobrze Pan grał.
Zdziwiony? Zostało dziesięć minut, trener chciał wprowadzić świeżego zawodnika, który powalczyłby jeszcze troszkę w defensywie. ŁKS musiał atakować, bo wiadomo, w jakiej sytuacji się znajduje. Remis nic tak naprawdę mu nie daje. Pewnie o to trenerowi chodziło.
Poszedł Pan jednak do szkoleniowca, zamiast opuścić boisko.
Tak, bo nie wiedziałem, o co chodzi [śmiech]. Nie widziałem tablicy, myślałam, że trener chce mi coś przekazać, a on po prostu odpowiedział, że zmiana.
Kibice obrażali przez cały mecz Pana i Marcina Kaczmarka, jak na to Pan reagował?
W ogóle nie przejmuję się takimi sprawami.











