Dla Mateusza Możdżenia był to wspaniały tydzień. Wchodząc z ławki rezerwowych, udało mu się strzelić bramkę zarówno Wiśle Kraków, jak i Manchesterowi City. Nic dziwnego, że po pucharowym spotkaniu młody zawodnik długo odpowiadał na pytania dziennikarzy.

Przyjemnie schodzi się z boiska, gdy 40 000 widzów robi owację na stojąco?
To była chyba najprzyjemniejsza rzecz, jaka mogła nas spotkać. Byliśmy pewni, że od swoich kibiców będziemy mieli doping przez pełne 90 minut i nas nie zawiodą. Dostaliśmy także owację od sympatyków Manchesteru City, co zdarza się bardzo rzadko w Europie.
Udało Ci się udzielić tylu wywiadów, co dzisiejszego wieczoru?
Nie, nigdy tylu nie udzieliłem. Ostatni raz po meczu z Wisłą, ale to nie ma porównania do tego, co dzieje się teraz.
Udaje Ci się strzelać bramki dla Lecha w ważnych spotkaniach. Jak myślisz, czy w następnych meczach powtórzysz strzelecką passę?
Nie ma co tak zakładać, najważniejsze jest dobro drużyny. Musimy wygrywać mecze, czyli robić to, co do nas należy.
Czy to Twoja najładniejsza bramka?
Tak, to moja najważniejsza bramka w karierze.
Macie siedem punktów. Gdyby ktoś Wam powiedział wcześniej, że będziecie mieć tyle punktów po czterech meczach, to chyba popukalibyście się w czoło i nie uwierzylibyście?
Dokładnie, nie spodziewaliśmy się, że nasz udział w tych rozgrywkach będzie tak wyglądał. Drugie miejsce bralibyśmy w ciemno. Idzie nam dobrze, więc tylko się z tego cieszyć.
Przed Lechem powrót do ligowej rzeczywistości. Czy nie boisz się, że może być to dla Was brutalne zderzenie?
Nie. Jesteśmy teraz pewni swego. Wiemy, na co nas stać i nie możemy tracić punktów w lidze. Z całym szacunkiem, ale jesteśmy lepsi piłkarsko od zespołów, z którymi się zmierzymy. Musimy angażować się w 100% i będzie okej.
Remis Juventusu z Salzburgiem to bardzo dobra wiadomość dla Was…
Tak, choć o wyniku dowiedziałem się dopiero po spotkaniu. Nie myślmy jednak, że sprawa awansu już jest jasna. Przed nami najważniejsze spotkania.
Dziś mieliście sporo szczęścia. Tobie udało się oddać strzał życia, a bramka Arboledy też była szczęśliwa.
Tak to prawda, mieliśmy sporo szczęścia. Nieraz na takie bramki czeka się całe życie.
Jak spędzicie pomeczowy wieczór? Szykuje się jakieś świętowanie?











