Piłka nożna to ciągła walka. W jednym sezonie jesteś gwiazdą ligi, a w drugim nagle wszyscy o tobie zapominają. Nie jest to rzadki scenariusz. Ostatnim przykładem tego typu piłkarza jest Mateusz Cetnarski. Wychowanek Kolbuszowianki Kolbuszowa jeszcze dwa lata temu zdawał się kandydatem do reprezentacji. Ba, świetne występy w Cracovii sprawiły, że omal nie pojechał na Euro 2016. Dziś zasila szeregi Górnika Łęczna i walczy o zaplecze ekstraklasy.
Jedni powiedzą, że jest to upadek byłego gracza m.in. PGE GKS-u Bełchatów, Cracovii Kraków czy Śląska Wrocław. W najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce rozegrał łącznie 236 spotkań. Nie jest to mały dorobek. Tak doświadczony gracz powinien spokojnie zasilać szeregi średniaka ekstraklasy. Jednakże Cetnarski zdecydował się na drugą ligę.
Na pytanie dziennikarza „Kuriera Lubelskiego”, czy decyzja o przejściu do Górnika to jest krok w tył, zainteresowany odpowiedział w ten sposób: – Nigdy tego nie traktowałem w taki sposób. Gdybym podchodził do swojej pracy na 80 % dlatego, że to jest II liga, to nie byłbym profesjonalistą. W Górniku chcę dać z siebie wszystko, pokazać się z jak najlepszej strony i udowodnić, że potrafię grać w piłkę. Walczymy o awans do I ligi, możemy o tym głośno mówić. Akceptuję sytuację, w jakiej się znalazłem. To nie jest zesłanie, tylko kolejna piłkarska przygoda.
Niezła ta dotychczasowa przygoda
Jeśli chodzi o przygodę Cetnarskiego z polską piłką, to faktycznie miał on ciekawą karierę. Były wzloty i upadki. Czasami drastyczne jak odejście z Cracovii i spadek Sandecji Nowy Sącz z ekstraklasy. Wychowanek klubu z Kolbuszowej z pewnością miał jedną z ciekawszych karier w polskiej lidze.
Swoją przygodę z poważną piłką zaczynał w Bełchatowie. To tam rozegrał łącznie 83 mecze. To tam był jednym z ulubieńców kibiców. W większości meczów występował od pierwszej minuty i jak sam przyznał w którymś z wywiadów, w PGE GKS-ie najczęściej to jego zdejmowano z boiska. Sytuacja zmieniła się w Śląsku Wrocław, gdzie jego dorobek minutowy był znacznie marniejszy.
Jednakże co ciekawe, to w Śląsku święcił największe triumfy. W premierowym sezonie 2011/2012 we Wrocławiu miał okazję wznosić ze swoją drużyną pierwsze trofeum w karierze – mistrzostwo Polski. Tego samego roku w meczu o Superpuchar Polski z Legią wykonał decydującą „jedenastkę” i sprawił, że Śląsk, a tym samym Mateusz Cetnarski zdobył drugie trofeum w sezonie. Jak się okazało, na razie ostatnie w karierze.
Owe tytuły niewiele mu dały. 1 lutego 2014 roku Śląsk rozwiązał kontrakt z naszym bohaterem. Niecały tydzień później związał się on z Widzewem, którego miał uratować przed spadkiem. Niestety nie udało się. Widzew spadł z hukiem z najwyższej klasy rozgrywkowej, a sam Cetnarski w czerwcu tego samego roku zasilił szeregi Cracovii.










