Jeszcze jakiś czas temu w rozmowie z „ESPN” oświadczył: – Wrócę w czerwcu 2020 roku. Do końca obecnego sezonu nie zwiążę się z żadnym klubem. Po tylu latach w Juventusie nie chcę podejmować pochopnych decyzji. Od tego momentu w rzymskim Tybrze upłynęło sporo wody. Jego następca Sarri został zwolniony, a były generał środka pola Andrea Pirlo przejął „Starą Damę”. Czas nie stanął w miejscu, ale za to piłkarski świat zaczyna odjeżdżać. Innowacyjność w podejściu do taktyki i ustawień, która jest teraz nadrzędna w czołowych klubach Europy, może spowodować zapomnienie o tak dobrym szkoleniowcu.
Włoch to jeden z najlepszych szkoleniowców XXI wieku. Sześć wywalczonych scudetto, cztery Puchary Włoch, trzy superpuchary oraz dwa finały Ligi Mistrzów i to wszystko na przestrzeni dziesięciu ostatnich lat. Trener, którego notorycznie przymierza się do klubów pokroju Realu Madryt, PSG czy londyńskiej Chelsea, a jednak ciągle bez pracy. Sam zapowiadał przecież, że po roku przerwy wróci do pracy. Roszady w tych klubach nigdy nie zachodzą jednak na korzyść Włocha. Pytanie brzmi: czemu? Czy wyszedł z mody, a może po prostu nie chce?
Elastyczność w taktyce
W dzisiejszej piłce nie możesz grać z jednym planem, i to jeszcze defensywnym, ale musi przyświecać ci jedna myśl — ofensywa. Wszyscy szukają czegoś więcej. Dzisiejszy dekalog wzorowej drużyny to:
- płynne przechodzenie z czwórki obrońców na trójkę,
- umiejętność szybkiego ataku ceni się tak samo jak rozegranie akcji od własnej bramki,
- zakładanie pressingu i ganianie za przeciwnikiem jest tak samo modne co wyczekanie przeciwnika i skontrowaniem go już od rejonów własnej bramki.
Te wszystkie czynniki, które sobie zaprzeczają, są stosowane w najsilniejszych drużynach Starego Kontynentu (Bayern Monachium, Manchester City, Liverpool), dlatego to Hansi Flick, Pep Guardiola czy Juergen Klopp odnoszą sukcesy, o których może pomarzyć jednowymiarowy, choć genialny Marcelo Bielsa. To oni dzisiaj wyznaczają trendy. Wymienione nazwiska nie są tu przypadkowe, trener „Gwiazdy Południa” to przedstawiciel nowej myśli szkoleniowej, która w zeszłym sezonie stworzyła piłkarskiego potwora na czele z naszym Robertem Lewandowskim. Klopp czy Guardiola, po wprowadzeniu swojego planu A, który dawał z początku tytuły (czasy Barcelony, Dortmundu), później potrzebowali modyfikacji, bez tego nie wróciliby na zwycięskie ścieżki. Idealnym przykładem ich przemiany jest wymienienie mózgów drużyny Thiago Alcantary i Ilkaya Guendogana. Jeden rozgrywający preferuje atak pozycyjny, drugi kontrę i szybkość.
W tym przypadku Massimiliano Allegrii czyhający na to, co zrobi przeciwnik, po prostu nie pasuje do dzisiejszych piłkarskich tuz. Jego wizja nie była typowym włoskim calcio, ale była oparta na prostocie, na zwykłym czekaniu na błąd rywala. Rodzi się więc pytanie, czy Włoch jest w stanie przejść ponowną drogę edukacji, jak zrobili to jego koledzy po fachu.
Liczą się zwycięstwa
„Stara Dama” postanowiła zwolnić trenera, który dał jej pięć tytułów mistrza Włoch — to brzmi jak abstrakcja. Klub, który wychodził zawsze z założenia, że najważniejsze są trofea, zwalnia kogoś, kto mu to daje wygrane mecze z wynikiem 70,48%! Już sama regularność osiąganych wyników budzi szacunek. Oczywiście trzeba pamiętać o tym, że drużyna z Turynu jest hegemonem w Serie A oraz zawsze jednym z faworytów Champions League. W rozmowie z nami Dominik Labzik z JuvePoland.com mówi:











