Widzew Łódź nie przełamał fatalnej passy w pojedynkach z Legią Warszawa i poległ we wczorajszym meczu 0:1. Ostatni raz łodzianie pokonali warszawian ponad dziesięć lat temu, w kwietniu 2000 r. Przyczyny przegranej analizował snajper łódzkiej drużyny.

Mimo porażki, Marcin Robak uznał, że nie było to złe spotkanie w wykonaniu widzewiaków: – To nie był słaby mecz w naszym wykonaniu. Legia prowadziła 1:0, ale w pierwszej połowie nie miała za wiele sytuacji podbramkowych, podobnie w drugiej części spotkania. Był to mecz do wygrania. Żałujemy tej porażki. Wiedzieliśmy, że Widzew dawno z Legią nie wygrał, chcieliśmy sprawić kibicom miłą niespodziankę i wygrać. Jednak nie udało się.
Król strzelców I ligi z ubiegłego sezonu skomentował postawę kolegów z drużyny, podkreślając, że mecze Widzewa z Legią zawsze wywołują ogromne emocje zarówno wśród kibiców, jak i piłkarzy. – Na trybunach była gorąca atmosfera, na boisku toczyła się zacięta walka. Szkoda straconej bramki, trener uczulał nas, by nie stracić gola na początku meczu. Po raz kolejny jednak straciliśmy bramkę i musieliśmy gonić wynik. Szkoda tej przegranej, będziemy chcieli zrehabilitować się w następnym spotkaniu.
Napastnik beniaminka wypowiedział się również na temat pracy arbitra, Roberta Małka, który m.in. nie uznał trzech strzelonych bramek: – Sytuacje stykowe gwizdał dla Legii. Będę miał okazję obejrzeć ten mecz i wówczas zobaczę, czy dużo było tych błędów. Być może gorąca atmosfera wśród kibiców spowodowała, że sędzia nie radził sobie na boisku.











