Marcinowi Robakowi nie udało się pokonać Marcina Cabaja w meczu 13. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy i Widzew zremisował z Cracovią przy al. Piłsudskiego 2:2. Napastnik beniaminka opowiada o przyczynach słabej skuteczności, współpracy z Darvydasem Sernasem i przebiegu spotkania z outsiderem.
Ten punkt z ostatnią drużyną cieszy czy smuci?
Na pewno nie cieszy. Jednak patrząc na przebieg meczu, to ten jeden punkt jest ważny. Cracovia miała karnego, którego nie wykorzystała, za chwilę my zdobyliśmy bramkę dającą prowadzenie. Mogło być lepiej, ale znowu straciliśmy w końcówce meczu bramkę.
Mieliście aż 14 rzutów rożnych, ale żadnego nie udało się wykorzystać. Dlaczego?
Przeciwnicy też mieli dużo rzutów rożnych, ani jedna, ani druga drużyna ze stałych fragmentów nie strzeliła bramki. Jedni i drudzy dobrze kryli w polu karnym. Mecz był wyrównany, zarówna Cracovia mogła wywieźć trzy punkty, jak też mogły one pozostać u nas.
Czuliście presję przed tym meczem?
Było to dla nas ważne spotkanie, bo wiedzieliśmy, że mamy tylko 14 punktów i dół tabeli się zbliża, więc jeden punkt to mało i dużo. Kolejne drużyny mogą wygrać i wtedy będziemy tym drugim zespołem, który będzie walczył o utrzymanie.
Kibice krzyczeli: Robak, Sernas współpracujcie! Słuszne są zarzuty fanów?
Kibice mają swoje zdanie, my to widzimy inaczej na boisku. Z trybun wydaje się, że nasza współpraca nie jest najlepsza i w efekcie słychać takie okrzyki. Musimy to poprawić, żeby kibice z naszej gry byli zadowoleni.
A dlaczego ta współpraca nie jest najlepsza?
Kiedy zdobywaliśmy bramki, nie było z tym żadnych problemów. Teraz przyszły trzy mecze, w których nie strzeliliśmy gola, i spadło na nas, że nie współpracujemy. Gdy szło nam dobrze, nikt nie narzekał.
Od kilku spotkań nie zdobyłeś gola, ale nie miałeś też sytuacji.
Nie wiem, czego to jest efektem. Na pewno muszę jeszcze więcej pracować, żeby dochodzić do tych sytuacji. Cieszę się, że – mimo iż ja nie zdobyłem bramki – ta sztuka udała się kolegom. To tak powinno wyglądać w meczach – jeśli napastnicy nie strzelają, to decydujące trafienia zdobywają pomocnicy czy obrońcy. Podobnie było dziś, Adrian Budka mógł być bohaterem meczu, zdobył bramkę i mogliśmy osiągnąć trzy punkty. Niestety, zemściło się to w ostatnich minutach.
Gdy przegrywaliście, to odczuwaliście strach, że znów się skończy 0:1 po raz czwarty?
Przy wyniku 1:0 wiedzieliśmy, że będzie gorąco, bo kibice z niecierpliwością czekali na zwycięstwo. Przegrywaliśmy i ta nasza gra była średnia, kibice nie byli z niej zadowoleni. Chcieliśmy ten mecz wygrać, może nie zaprezentowaliśmy się najlepiej, ale przełamaliśmy się chociaż tym jednym punktem po trzech z rzędu przegranych pojedynkach. Może ten remis nam coś da w następnych spotkaniach.










