Wrażenie, jakie wywiera się na kibicach po dwóch pierwszych sezonach, jest niezwykle ważne z perspektywy trenera danej drużyny. W końcu to dzięki temu, dzięki dobrej dyspozycji, dzięki prowadzeniu zespołu zgodnie z oczekiwaniami, a czasem nawet ponad stan, szkoleniowiec zyskuje zaufanie. Tak właśnie było w przypadku szkoleniowca Górnika Zabrze Marcina Brosza. Natomiast dziś jest…
Słabo, nawet bardzo słabo. Górnik Zabrze zajmuje obecnie 8. miejsce w ligowej tabeli, co prawdę mówiąc, nie jest złym wynikiem. Jednak jak popatrzymy na statystyki „Trójkolorowych” po powrocie z przerwy zimowej, to wygląda to wówczas na pewno nie tak, jak życzyłby sobie tego każdy kibic zabrzan.
I nie ma co owijać w bawełnę. Górnik gra poniżej oczekiwań. Może poprzeczka została zawieszona za wysoko, może wymagam od tej drużyny za dużo, ale nie da się ukryć jednego. W Zabrzu bywało lepiej, znacznie lepiej. Dziś w porównaniu z wcześniejszymi wynikami wygląda to po prostu blado…
Bajeczny początek
Tak właśnie można nazwać wcześniej wspomniane dwa pierwsze sezony w wykonaniu Marcina Brosza w Zabrzu. Dlaczego? Ponieważ po prostu pięknie się to zaczęło. Marcin Brosz w pierwszym roku pracy z Górnikiem awansował do ekstraklasy. Co prawda z drugiego miejsca, ale po sezonie nieobecności zabrzan w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce przywrócił im należyte miejsce.
Drugi sezon Brosza w Zabrzu był o wiele bardziej obiecujący. Tak naprawdę sporo osób, głównie dzięki temu, co Marcin Brosz zrobił z Górnikiem w tamtej edycji ekstraklasy, zaczęło postrzegać klub z województwa śląskiego jako jeden z najprężniej rozwijających się zespołów w Polsce. I nie było w tym nic kontrowersyjnego. W końcu kadra wypełniona była uzdolnionymi piłkarzami, zarówno tymi młodymi, jak i doświadczonymi.












