Manchester City jak na razie jest najbardziej rozrzutnym klubem na angielskim rynku transferowym. Działacze „The Citizens” sfinalizowali ostatnio przejście Davida Silvy i Yayi Toure. Polityki transferowej klubu broni menadżer klubu, Roberto Mancini.
Podczas tegorocznego letniego okienka transferowego Włoch sprowadził do klubu zawodników, których łączny koszt oscyluje w okolicach 60 milionów funtów. Odkąd klub został przejęty przez nowych właścicieli ze Wschodu (a miało to miejsce niespełna dwa lata temu), wedle reportaży na transfery wydano już ponad 260 milionów funtów.
Do klubu dołączyli ostatnio David Silva, Yaya Toure oraz Jerome Boateng. Co ciekawe, wygląda na to, że to nie koniec zakupów niebieskiej drużyny z Manchesteru. Mancini nie kwestionuje sposobu, w jaki działają „The Citiznes”, bo wiele klubów wspina się na szczyt właśnie przez drogie transfery.
– Oczywiście, tego lata wydaliśmy wiele pieniędzy. Każdy może to spostrzec, jednak wszystkie drużyny, które wygrały Premier League, La Liga czy Serie A w ostatnich latach, wydały wiele pieniędzy. To nie jest jakaś nowość. Ciężko gdziekolwiek wygrywać trofea, jeżeli nie inwestujesz w drużynę – w elementy, które można poprawić. Tym się właśnie zajęliśmy tego lata – przyznał włoski szkoleniowiec.
W ostatnim sezonie Manchester City zajął piąte miejsce w lidze, w rezultacie czego będzie grał w Lidze Europejskiej. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia, a na Eastlands zawitało już wiele klasowych piłkarzy. Cel podopiecznych Manciniego jest zatem jasny – chcą oni w nadchodzącym sezonie zająć miejsce w pierwszej czwórce i wywalczyć możliwość gry w elitarnej Champions League.










