Dopiero opadły emocje związane z 16. kolejki Premiership, a we wtorek już rozegrano pierwsze mecze 17. serii spotkań. Swoich pupili nie zawiedli przede wszystkim piłkarze Manchesteru United i Aston Villi i Birmingham. Szczególnie dotyczy to aktualnych czempionów, którzy po świetnym meczu pokonali Wolverhampton 3:0.
Od samego początku większą aktywność pod bramką przeciwników przejawiali gospodarze. Już w czwartej minucie na listę strzelców mógł się wpisać Wayne Rooney. Z uderzeniem reprezentanta Anglii poradził sobie jednak golkiper przeciwników. Parę chwil później ten sam zawodnik ponownie spróbował zaskoczyć Marcusa Hahnemanna, lecz Greg Halford uniemożliwił mu oddanie skutecznego strzału, pozwalając swojemu bramkarzowi na skuteczną interwencję.
Im dłużej trwał mecz, tym bardziej uwidaczniała się przewaga piłkarzy z Old Trafford. Grali szybko, z polotem, stwarzali sobie kolejne okazje do zdobycia bramki. Jednak ich atakom brakowało wykończenia. Dobrze spisywała się defensywa Wolverhampton. W 26. minucie przypomniał o sobie Rooney. Tym razem piłka o kilka cali minęła bramkę przeciwników. Niedługo potem po dośrodkowaniu z rzutu rożnego niewiele pomylił się Nemanja Vidić. Bramka dla gospodarzy wydawała się kwestią czasu.
Po pół godzinie gry piłkarze Manchesteru w końcu dopięli swego. Wydatnie pomógł im w tym Ronald Zubar, dotykając piłki ręką w obrębie własnego pola karnego. Do futbolówki ustawionej na jedenastym metrze podszedł szczególnie wyróżniający się Rooney i nie zmarnował okazji na otwarcie wyniku. Gol wyraźnie podbudował podopiecznych Fergusona. Ich przewaga nie podlegała żadnej dyskusji. Hahnemann mógł jedynie pozazdrościć stojącemu po przeciwległej stronie boiska niemającemu wielu okazji do wykazania się swoim kunsztem Tomaszowi Kuszczakowi. Gdy do gwizdka kończącego pierwszą połowę brakowało 180 sekund, amerykański golkiper ponownie skapitulował. Tym razem Vidić się nie pomylił i pewnie wykorzystał dośrodkowanie Gibsona z kornera. Do przerwy „Czerwone Diabły zasłużenie prowadziły 2:0.
Już na początku drugiej części meczu jego losy mógł rozstrzygnąć Obertan. Uderzenie byłego gracza Girondins Bordeaux minęło jednak poprzeczkę bramki Wolverhampton. Niedługo później akcję po drugiej stronie boiska przeprowadził Foley. Choć się starał, nie zdołał przedrzeć się przez szczelne szyki obronne obrońców tytułu mistrzowskiego. Ci odpowiedzieli strzałem Dimitara Berbatowa zablokowanym przez Michaela Mancienne’a.
Zgromadzeni na Old Trafford kibice zapewne zdawali sobie sprawę z tego, że kolejny gol dla ich pupili jest tylko kwestią czasu. Co prawda, nie udało się to Daronowi Gibsonowi 64. minucie, lecz 120 sekund później piłkę w siatce golkipera przeciwników umieścił sprowadzony przed obecnym sezonem Luis Antonio Valencia.
Gościom w ataku wyraźnie nie szło. Niemalże nie byli w stanie zagrozić „świątyni” Tomasza Kuszczaka. Niedokładnie wykonywali również stałe fragmenty gry. Polak mógł tylko patrzeć, jak futbolówka po strzale Halforda z 30 jardów mija jego bramkę. Tymczasem na bramkę Hahnemanna sunęły kolejne ataki. Swoją szansę zmarnował między innymi wprowadzony w drugiej połowie za Obertana Danny Welbeck. Przyjezdnym jedynie od czasu do czasu udawało się przedostać pod pole karne rywali. Jedną z takich nielicznych okazji był rzut rożny w 77. minucie. Nie sprawił on jednak problemów dobrze dysponowanemu reprezentantowi Polski.










