Z pewnością wielu ostrzyło sobie zęby na sobotnie starcie między Manchesterem United a Chelsea. Samo spotkanie stało na przyzwoitym poziomie, ale nie obfitowało w bramki i skończyło się podziałem punktów. To, z czego mogą być zadowoleni obaj menedżerowie, to na pewno postawa ich zawodników w defensywie.
Dla obu zespołów sobotnie starcie miało wielkie znaczenie. Po turbulencjach na początku sezonu chciały one ustabilizować swoją dyspozycję. Było to o tyle ważne, że w kontekście zarówno Franka Lamparda, jak i Ole Gunnara Solskjaera zaczęła pojawiać się negatywna narracja. Podawano w wątpliwość ich warsztaty trenerskie, bo ich zespoły nie potrafiły wyciągać wniosków z błędów. Obaj wiedzieli, że najlepszym lekarstwem na to będzie wygrana z bezpośrednim rywalem w walce o czołowe lokaty.
Mecz na zrobienie kroku w przód
Ostatnie tygodnie nie należały ani dla Manchesteru United, ani dla Chelsea do łatwych. Obie drużyny notowały wpadki, a przecież oczekiwania przed sezonem były duże. „Czerwone Diabły” narobiły sporych nadziei swoim fanom poprzez bardzo dobrą końcówkę poprzednich rozgrywek. W związku z tym na Old Trafford chciano, aby zespół się nie zatrzymywał i dalej wykonywał widoczny gołym okiem progres. Jednak wraz z nastaniem nowego sezonu drużyna Solskjaera szybko została zweryfikowana. Wykorzystano jej słabe strony i w czterech pierwszych ligowych starciach poskutkowało to już dwiema porażkami.
Podobnie sprawa miała się z Chelsea. Frank Lampard w letnim okienku dostał przecież wielu nowych, świetnych zawodników. Nie przełożyło się to jednak od razu na wyniki. To było do przewidzenia, ale mimo to nikt nie spodziewał się, że „The Blues” wygrają zaledwie dwa pierwsze spotkania. Nie tak to miało wyglądać, ale to tylko podgrzewało atmosferę przed sobotnim starciem. Obie drużyny miały wiele do udowodnienia i zwycięstwo w takim spotkaniu, z bezpośrednim rywalem, dałoby ogromny zastrzyk pewności siebie.
Dziurawe defensywy
Dla obu zespołów był to również ważny mecz pod kątem gry w obronie. Chelsea w pierwszych pięciu spotkaniach straciła przecież aż dziewięć bramek, co jak na drużynę mającą aspiracje do walki o mistrzostwo kraju wyglądało fatalnie. Druga kwestia to taka, że podopieczni Franka Lamparda nie wyciągali wniosków z popełnianych błędów. Wciąż piłkarzom zdarzały się te same wpadki i przeważnie dotyczyło to również tych samych zawodników. Tu angielski szkoleniowiec miał ogromny problem i z pewnością liczył na to, że potyczka z Manchesterem United podniesie poziom pewności siebie jego defensorów.
Również Manchester United wciąż boryka się z kłopotami w defensywie. Najlepszym tego przykładem było spotkanie z Tottenhamem, gdzie podopieczni Jose Mourinho strzelili na Old Trafford aż sześć bramek. W czterech pierwszych meczach nowego sezonu „Czerwone Diabły” straciły łącznie dwanaście goli, co trzeba było uznać za poważne kłopoty. W sobotę zarówno Solskjaer, jak i Lampard z pewnością chcieli pokazać, że ich zespoły potrafią wyciągać wnioski. Do tego ewentualne czyste konto uciszyłoby na moment negatywne wypowiedzi fanów i ekspertów, co pozwoliłoby na chwilę wytchnienia i oczyszczenie głowy z niepowodzeń.











