Manchester United pokonał na wyjeździe zespół Wolverhampton. Jedynego gola spotkania strzelił w 73. minucie Paul Scholes.
Pojedynek pomiędzy Wolverhampton, a Manchesterem United miał być formalnością dla tych drugich. Rozpędzeni podopieczni Alexa Fergusona niedawno wywalczyli Puchar Ligi, a obecnie potrzebowali kolejnych trzech punktów, by wreszcie znaleźć się na czele tabeli. Szkocki trener nie mógł jednak skorzystać z kilku podstawowych graczy takich jak: Rafael, Rooney, Hargraves, Anderson, Evans, O’Shea, Giggs, czy Owen. Zwłaszcza ostatni z wymienionych jest w trudnej sytuacji i najpewniej opuści wszystkie spotkania w tym sezonie. Zespół gospodarzy za to potrzebuje punktów jak powietrza i na pewno piłkarze „Wilków” zamierzali zrobić wszystko, by urwać mistrzom Anglii punkty.
Tak jak się tego wszyscy spodziewali od początku do ataku ruszył Manchester. Najpierw w ósmej minucie nie trafił Antonia Valencia, a trzy minuty później swoją okazję zmarnował Nani. Widać było, że podopieczni Alexa Fergusona nie mieli dziś ochoty na porażkę lub podział punktów, gdyż już po kolejnych czterech minutach gola mógł zdobyć Darren Gibson, lecz jemu też ta sztuka się nie udała.
W 16. minucie odgryźć się próbowali gospodarze, jednak uderzenie Adlene Guedioura zostało zablokowane przez obrońców „Czerwonych Diabłów”. Cztery minuty później szczęścia spróbował ponownie Gibson, ale jego przepiękne uderzenie z dystansu nie znalazło drogi do siatki. Irlandczyk z każdą minutą rozkręcał się coraz bardziej i w 26. minucie ponownie strzelił na bramkę Wolves, ale tym razem nie zrobił tego zbyt dobrze.
Chwilę później na uderzenie zdecydował się również Michael Carrick, jednak i on nie mógł się cieszyć ze zdobycia gola. W 32. minucie wreszcie ofensywną akcję przeprowadzili podopieczni trenera McCarthy’ego, David Jones nie popisał się wykończeniem i wysiłki gospodarzy spełzły na niczym. Do końca pierwszej połowy więcej ciekawych zdarzeń nie zanotowano.
Po przerwie do ataku ruszyli goście. Dwie minuty po wznowieniu gry Dymitar Berbatov bezskutecznie próbował pokonać Marcusa Hahnemanna. W 53. minucie boczny obrońca United był bliski wyprowadzenia swojego zespołu na prowadzenie, ale i on musiał uznać wyższość amerykańskiego bramkarza rywali.
Cztery minuty później Kevin Foley starał się umieścić piłkę w bramce Manchesteru, ale został powstrzymany przez czujnych obrońców „Czerwonych Diabłów”. Kolejne fragmenty meczu przypominały walenie głową w mur przez zespół prowadzony przez Alexa Fergusona. Defensywa gospodarzy grała bardzo efektywnie rozbijając ataki przeciwników.
Przełom nastąpił dopiero w 73. minucie, gdy rudowłosy pomocnik, Paul Scholes, po ładnym strzale wyprowadził gości na prowadzenie. Ta sytuacja zdecydowanie odwróciła losy meczu, który wydawało się zmierzał do podziału punktów. Wolverhampton próbował jeszcze wyrównać, ale Mathew Jarvis nie dał rady pokonać Edwina Van der Sara. Przed końcem spotkania jeszcze Mame Biram Diouf starał się podwyższyć rezultat meczu, lecz to mu się nie udało i pojedynek zakończył się zwycięstwem Manchesteru 1-0.










