Aby spełnić marzenia właścicieli, a także oczywiście kibiców z Manchesteru, klub musiał dzisiaj wygrać decydujący mecz z Tottenhamem Londyn. Popularni „The Citizens” wygrali za sprawą samobójczej bramki, jaką zdobył w pierwszej połowie Peter Crouch.
Gospodarze rozpoczęli od mocnego uderzenia, kiedy znakomitą dwójkową akcją błysnęli Dżeko wraz z Silvą. Rosły napastnik Manchesteru City zgrał piłkę głową do wbiegającego w pole karne Silvy, a Hiszpan po krótkim rajdzie oddał piłkę zgrywającemu. Dżeko zdołał oddać strzał bez przyjęcia z obrębu 11. metra, jednak Cudicini popisał się podręcznikowym refleksem.

Sporo kontrowersji wywołała sytuacja z okolic kwadransa meczu, kiedy tuż przed polem karnym Cudiciniego padł James Milner. Oczywiście piłkarze gospodarzy sugerowali wskazanie na popularne „wapno”, jednak sędzia pozostał niewzruszony. Tottenham odpowiedział na napór rywala po 20 minutach, kiedy najpierw w dobrej sytuacji znalazł się Lennon, ale jego strzał został zablokowany, a dobitka Modricia sprzed pola karnego po rykoszecie wylądowała na rzucie rożnym.
Akcja pierwszej połowy należała zdecydowanie do zespołu „Kogutów”, którą zainicjował Lennon. Dynamiczny skrzydłowy zdecydował się na indywidualny rajd na połowie boiska i gubiąc po drodze rywali wbiegł w pole karne, w ostatniej chwili oddając piłkę do Modricia. Pomocnik londyńskiego klubu oddał mocny, płaski strzał, ale zabrakło precyzji. Przy nieco lepszym wykończeniu Joe Hart nie miałby nic do powiedzenia.
O tym, że niewykorzystane sytuacje uwielbiają się mścić przekonali się gracze Harry’ego Redknappa już kilkanaście sekund po zmarnowaniu swojej okazji. Krótkie rozegranie rzutu rożnego, do piłki doszedł Milner, posyłając płaskie, głębokie podanie na wysokość piątego metra. Niestety dla gości, Peter Crouch interweniował na tyle niefortunnie, że pokonał własnego bramkarza i Cudicini musiał wyciągać piłkę z siatki.
Dokładnie w 37.minucie świetną okazję miał David Silva, oddając strzał z dystansu. Hiszpan miał sporo miejsca przed polem karnym, ponieważ uwagę obrońców ściągnął skutecznie Edin Dżeko. Mistrz Świata z 2010 roku uderzył bardzo groźnie, jednak piłka ostatecznie minęła okienko bramki Cudiciniego. Wynik do przerwy nie zmienił się, a Manchester City po wyrównanym spotkaniu schodził do szatni po pierwszej części rywalizacji zwycięski.
Dziesięć minut drugiej odsłony wystarczyło, aby Pablo Zabaleta zakończył swój udział w rywalizacji przeciwko Tottenhamowi. Argentyńczyk został bezpardonowo potraktowany w powietrzu przez Croucha, który nawet chyba nie widział swojego oponenta, sprowadzając go łokciem do parteru. Krwotok z rozciętego nosa nie został zbyt szybko zatrzymany i na boisku za Zabaletę pojawił się Kolarov.











