Niespokojną noc przed dzisiejszym meczem musieli mieć dwaj panowie o imieniu Roberto: Martinez i Mancini. Pierwszy, bo wiedział, kto do niego przyjeżdża, drugi, bo wiedział, o co gra. Dziś lepiej będzie spał ten drugi, ponieważ jego City pokonało pewnie Wigan 2:0. Krzesło pod Mancinim coraz stabilniejsze.

Trudny to czas dla Manciniego. Warunki do pracy ma cieplarniane, właściciele klubu spełniają wszystkie jego zachcianki niczym w Football Managerze. Mówią, że jak spaść, to z wysokiego konia. Rumak, na którym siedzi Włoch, dzięki milionom petrodolarów pompowanym w klub zawieszony jest jednak gdzieś na 40. piętrze szklanych biurowców Khaldona Al Mubaraka i upadek stamtąd może być bardzo bolesny. Po odpadnięciu z Ligi Mistrzów Roberto rozpoczął własną krucjatę o przetrwanie. Na Stamford Bridge nie poległ, zdobył punkt. Paradoksalnie sytuacja City w Premier League jest bardzo dobra. Zespół przed meczem tracił zaledwie punkt do liderującego United i niewykluczone, że obroni mistrzostwo. Właściciele City chcą jednak iść krok dalej. Wraz z sukcesami wzrastają też cele. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a w tym momencie zwycięstwo na krajowym poletku jest już niewystarczające. Liczy się supremacja w Europie, a na tym polu Mancini poległ i dlatego znalazł się na cenzurowanym.

W zgoła odmiennej sytuacji znajduję się za to Roberto Martinez. Hiszpan cieszy się praktycznie bezgranicznym zaufaniem włodarzy klubu i raczej śpi spokojnie, nie musi obracać się co chwila przez ramię. Piłkarze z DW Stadium są typowym średniakiem Premier League. Potrafią sprawić niespodziankę, ale równocześnie zaliczyć tragiczny występ. Wigan zajmowało przed meczem 13. lokatę w tabeli z 14 oczkami na koncie, koncentrując się na sukcesywnym ciułaniu punktów w celu zapewnienia sobie miejsca w elicie angielskiego futbolu w przyszłym sezonie. Właściciele klubu zdają sobie sprawę z ograniczonego potencjału drużyny oraz możliwości finansowych, dlatego nikt nie wymaga cudów od hiszpańskiego szkoleniowca. Ten jest jednak dobrym fachowcem i potrafi dołożyć coś ekstra, sprawiając od czasu do czasu niespodziankę, urywając punkty czołówce ligi.















