Manchester City pewnie wygrał na Craven Cottage z Fulham i powrócił na czwarte miejsce tabeli Premier League. Do zwycięstwa gości poprowadził Carlos Tevez, strzelec dwóch bramek w spotkaniu.
W ostatnich trzech kolejkach Man City nie prezentowało się najlepiej. Przegrana z Arsenalem, bezbramkowy mecz derbowy, a także tylko remis z Birmingham przed własną publicznością nie dawały dobrych prognoz dla „The Citizens” przed pojedynkiem. Z kolei Fulham, choć doznało w lidze zaledwie trzech porażek, zajmowało lokatę w drugiej części tabeli. Wszystkiemu winne były remisy, których na koncie londyńczyków jest już osiem.

Kibice zebrani na stadionie na pierwszego gola w meczu długo nie musieli czekać. Już w 6. minucie gry ładna, zespołowa akcja graczy „The Citizens” dała gola otwierającego wynik meczu. Jego wykonawcą po świetnym przyjęciu był Carlos Tevez . W odpowiedzi gospodarzy – strzał Aarona Hughesa, lecz tylko ponad bramką.
W 22. minucie powinno być 2:0. Manchester City poprowadził znakomitą kontrę lewą flanką boiska, jednak z uderzeniem Aleksandara Kolarova nie miał większych problemów Mark Schwartzer. Kolejne minuty przebiegały tylko w natarciu piłkarzy Manciniego. Praktycznie nie opuszczali pola karnego przeciwników. Efekty tego były widoczne chwilę później. Potężne uderzenie Zabalety zza pola karnego i przyjezdni prowadzili już 2:0. Nie minęły trzy minuty i po fantastycznej akcji Teveza z Yayą Toure trzeciego gola strzelił były zawodnik Barcelony.
W zawodnikach Marka Hugsa widać było coraz większą bezradność. Brak pomysłu, a także nie najlepsza gra sprawiły, że pierwszej odsłonie spotkania „The Cottagers” nie oddali nawet jednego celnego strzału na bramkę Joe Harta.
Fulham drugą połowę rozpoczęło od agresywnych ataków, które choć były groźne, nie poskutkowały. Widać było, że w przerwie meczu mobilizująco na swoich piłkarzy podziałał Mark Hughes. City, nie czekając na rozkręcenie się przeciwnika, przystąpiło do ataków. Pierwszej sytuacji sam na sam z bramkarzem nie wykorzystał Carlos Tevez, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Chwilę później cieszył się ze swojej drugiej bramki w meczu. Po błędzie Dicksona Etuhu kolejny raz mocno uderzał Zabaleta, ale tym razem piłka odbiła się od nóg Argentyńczyka i wpadła do siatki. Londyńczyków stać było jedynie na honorowego gola autorstwa Zlotana Gery.











