Świetne wyniki osiągane w ostatnich tygodniach przez podopiecznych Manuela Pellegriniego każą przypuszczać, że na Etihad Stadium zdołali już przezwyciężyć kryzys mentalny, który dopadł drużynę w drugiej połowie października. Środowe zwycięstwo w Lidze Mistrzów nad Bayernem Monachium, wyrwane w samej końcówce meczu, ma być nowym symbolem zjednoczenia zespołu i początkiem zwycięskiej serii. Aby tak się stało, „Obywatele” muszą przejść pozytywnie kolejną ważną próbę – niedzielne wyjazdowe starcie w Premier League z rewelacyjnie spisującym się w tym sezonie wiceliderem z Southampton.
Niemal dokładnie miesiąc temu, po trzech kolejnych spotkaniach bez zwycięstwa we wszystkich rozgrywkach, w angielskich mediach zaczęto zastanawiać się nad dalszą przyszłością zespołu z błękitnej części Manchesteru, który zdaniem licznych ekspertów miał być już piłkarsko wypalony. Wielu piłkarzom „The Citizens” zarzucano zbyt małe zaangażowanie w niektórych spotkaniach (sugerując świadome oszczędzanie sił), a przy tym wytykano im stosunkowo zaawansowany wiek, biorąc pod uwagę współczesne futbolowe realia. Duża część zawodników w kadrze MC to piłkarze powyżej 28. roku życia, którzy mają już na swoim koncie kilka trofeów. Brakuje natomiast dopływu świeżej piłkarskiej krwi do pierwszego zespołu i nie chodzi tu wyłącznie o kolejne wielomilionowe transfery.
Na odnowionym niedawno za bagatela 200 mln £ kompleksie treningowym w pobliżu Platt Lane (zawierającym klubowy hotel, 17 (!) pełnowymiarowych boisk treningowych i 7-tysięczny ministadion z oświetleniem i podgrzewaną płytą) swoją siedzibę ma jedna z najlepszych i najbardziej nowoczesnych szkółek piłkarskich na świecie, zrzeszająca wyróżniającą się młodzież ze wszystkich kontynentów. Mimo to w kadrze pierwszej drużyny „Obywateli” jest aktualnie tylko jeden zawodnik będący pełnoprawnym wychowankiem rodzimej akademii – angielski pomocnik George Glendon, który dotychczas nie zdążył nawet zadebiutować w seniorskim zespole. Teoretycznie przyszłość City powinna więc rysować się w jasnobłękitnych barwach. Czasami można jednak odnieść wrażenie, jakoby szkółka oraz zespoły juniorskie (w tym znakomicie spisująca się w młodzieżowej Lidze Mistrzów drużyna U-19) funkcjonowały nieco na uboczu, w oderwaniu od pierwszego zespołu, który ma być międzynarodową wizytówką klubu. Na razie jednak „Obywatele” nie potrafią rozszerzyć terytorium swojego panowania poza Wyspy Brytyjskie.
Brak pełnoprawnych wychowanków, związanych od najmłodszych lat z zespołem i stających się z czasem symbolami klubu na miarę Stevena Gerrarda, powoduje liczne dyskusje na temat zachwianej tożsamości zespołu z Etihad Stadium. Jednak nie od dziś wiadomo, że atmosferę w drużynie budują wyniki, a te są w ostatnim czasie dla „The Citizens” naprawdę dobre. Mentalnym przywódcą drużyny cały czas pozostaje belgijski kapitan Vincent Kompany, który w trudnych momentach potrafi poderwać kolegów do walki nie tylko motywującymi przemówieniami, ale także (a może przede wszystkim) swoją świetną, momentami niezwykle ofiarną postawą na boisku. Narodowość nie przeszkadza mu absolutnie w doskonałej komunikacji z klubowymi kolegami czy mediami, środkowy obrońca Manchesteru City opanował bowiem język angielski w tak dobrym stopniu, że nie jest dla niego problemem nawet studiowanie na miejscowym uniwersytecie. Zawodnika, który już od sześciu lat jest w klubie sponsorowanym przez arabskie linie lotnicze Etihad (a więc od początku rządów w błękitnej części Manchesteru szejka Mansoura bin Zayeda), można uznać za prawdziwego lidera tworzącej się cały czas przyszłej europejskiej potęgi futbolowej.
Warto również zauważyć, że w ostatnim czasie nastąpiła w klubie względna stabilizacja kadrowa, a zasada finansowego Fair Play wprowadzona przez UEFA zmusiła włodarzy do zaprowadzenia porządków także w sferze finansów. Nie zmienia to na razie faktu, że od strony organizacyjnej Manchester City już jest światową czołówką. Najwyższy czas, aby również w aspekcie czysto sportowym drużyna Pellegriniego dołączyła do grona najlepszych.
Obecny sezon Ligi Mistrzów ma więc być dla Manchesteru City realną oceną możliwości drużyny. Kręgosłup zespołu pozostał nienaruszony (Hart, Kompany, Toure, Silva, Aguero), dokonano jedynie pojedynczych wzmocnień na niektórych pozycjach (Fernando, Mangala), a drużyna zebrała cenne europejskie doświadczenie w poprzednich latach, dlatego w klubie wyznaczono ambitny cel, zakładający przynajmniej kwalifikację do najlepszej ósemki Ligi Mistrzów, a w wariancie optymistycznym – nawet próbę walki o główne trofeum. Rzeczywistość po raz kolejny szybko zweryfikowałaby piękne plany włodarzy klubu, gdyby nie środowy nieprawdopodobny zwrot akcji w arcyważnym meczu z Bayernem. Kiedy wydawało się, że szanse „Obywateli” na awans zmaleją do matematycznego minimum, słynący z boiskowej perfekcji podopieczni Guardioli popełnili dwa katastrofalne błędy, które wykorzystał, jakżeby inaczej, genialny Argentyńczyk Sergio Aguero.
https://www.youtube.com/watch?v=e-bWMB2AJBQ
Po tym wyszarpanym dosłownie w ostatnich minutach zwycięstwie nad światowym potentatem i jednym z kandydatów do zwycięstwa w Champions League, znów pojawiły się głosy, że w drużynie złożonej z najlepiej opłacanych piłkarzy na świecie jest jeszcze wystarczającą dużo jakości, aby uczestniczyć w walce o najwyższe cele także w europejskich rozgrywkach. Należy jednak pamiętać, że była to dopiero pierwsza wygrana „Obywateli” w fazie grupowej Champions League, a przeciwnik przez większość spotkania, mimo gry w osłabieniu, dyktował warunki gry, prezentując przy tym wyższą kulturę piłkarską. Znakomity występ indywidualny Aguero nie może zatem przesłonić Pellegriniemu problemów, które będzie musiał rozwiązać, aby jego drużyna liczyła się do końca wyścigu o puchar Henriego Delaunaya. Najpoważniejsze na dzisiaj zarzuty pod adresem zespołu City to niestabilność gry bloku defensywnego (włączając w to także defensywnych pomocników), zbyt wolne przechodzenie z ataku do obrony (i na odwrót) oraz duże uzależnienie w ofensywie od postawy najlepszego aktualnie piłkarza zespołu, Sergio Aguero.
Krytyka personalna dotyka natomiast przeważnie Samira Nasriego, który nie potrafi ustabilizować formy na wysokim poziomie i często spowalnia grę zespołu, oraz Yayę Toure, który ciągle szuka optymalnej formy po kapitalnym ubiegłym sezonie, w którym był prawdziwym liderem drugiej linii zespołu mistrza Anglii. Wiele pretensji można mieć także momentami do postawy przeciętnego taktycznie i często nieodpowiedzialnego defensywnego pomocnika Fernandinho oraz podstawowego bramkarza Joe Harta, który coraz częściej popełnia błędy nieprzystające golkiperom z europejskiego topu. Cała gra obronna City pozostawia zresztą wiele do życzenia (aż 25 goli straconych dotychczas we wszystkich rozgrywkach). Być może taki stan rzeczy spowodowany jest licznymi rotacjami w linii obrony, dezorganizującymi często całą grę defensywną zespołu (nawet etatowy dotychczas prawy obrońca Pablo Zabaleta nie może być teraz pewny miejsca w wyjściowym składzie). Inżynier Pellegrini ma więc nad czym pracować, nie od dziś bowiem wiadomo, że zespół buduje się od solidnej defensywy, a nie wydaje się, aby Chilijczyk skonstruował już optymalnie blok obronny. Niezmiennie można natomiast liczyć na dobrą postawę zawodników ofensywnych, którzy nadal potrafią efektownie rozmontować każdą defensywę, ale nie robią tego już tak często jak w poprzedniej kampanii. Biorąc pod uwagę kontuzje Silvy i Dżeko oraz słabszą formę młodszego z braci Toure, wydaje się to logiczne.
Mimo wielu przejściowych kłopotów (także tych związanych z kontuzjami ważnych zawodników) drużyna z Etihad Stadium zachowała realne szanse na awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów, a o wszystkim zadecyduje ostatni mecz w grupie – z Romą na Stadio Olimpico. Bardziej bolesne mogą się zatem okazać dotychczasowe potknięcia w Premier League. Lider z Londynu odjechał mistrzom Anglii już na osiem punktów, notując przy okazji korzystny remis w bezpośrednim starciu w Manchesterze, dlatego zespół występujący na co dzień w charakterystycznych błękitnych koszulkach nie może sobie pozwolić na kolejną stratę punktów. A najbliższy rywal może sprawić „The Citizens” sporo problemów. Southampton to jak na razie największa rewelacja obecnego sezonu w Premier League, a prawdopodobnie także we wszystkich pięciu najsilniejszych ligach europejskich.
Niewielu ekspertów przewidywało przed sezonem, że po odejściu z zespołu „Świętych” trenera Mauricio Pochettino (obecnie Tottenham) oraz pięciu bardzo ważnych piłkarzy z podstawowego składu (Shaw, Chambers, Lovren, Lallana, Lambert), który wywalczył w poprzedniej kampanii rekordowe ósme miejsce w Premier League, może być jeszcze lepiej. A jednak! Nowy trener Ronald Koeman szybko załatał wszystkie dziury w drużynie, tworząc na St. Mary’s bardzo dobrze współpracujący kolektyw.
Wizytówką klubu z hrabstwa Hampshire stała się żelazna defensywa (zaledwie 6 straconych bramek – najmniej spośród wszystkich czterech zawodowych lig w Anglii! ). Znakomicie zorganizowany blok obronny tworzą niemal niezmiennie bramkarz Fraser Forster (pozyskany przed sezonem z Celticu Glasgow na specjalne życzenie menedżera, aby zastąpić w bramce „Świętych” dotychczasowy numer 1 – Artura Boruca) oraz czwórka obrońców, na czele z rozwijającym się w błyskawicznym tempie młodym prawym obrońcą reprezentacji Anglii Nathanielem Clyne’em oraz wypożyczonym z Atletico Madryt stoperem Tobym Alderweireldem, który zdążył już przejść szybki kurs skutecznej gry obronnej u samego mistrza gatunku, Diego Simeone. Uzupełnieniem całej formacji są defensywni środkowi pomocnicy – nastawiony niemal wyłącznie na destrukcję, silny fizycznie Kenijczyk Victor Wanyama oraz potrafiący także konstruować akcje ofensywne reprezentant Francji Morgan Schneiderlin. Warto również docenić dotychczasową postawę piłkarzy ofensywnych, którzy strzelili już w lidze tyle samo goli co dysponująca niezwykłą siłą ataku drużyna ich niedzielnego rywala – Manchesteru City.
Najlepszym strzelcem zespołu jest przeżywający chyba najlepszy okres w karierze Włoch Graziano Pelle, a za kreowanie sytuacji bramkowych odpowiedzialni są skrzydłowi – dynamiczny i nieprzewidywalny Sadio Mane, pozyskany przed sezonem z mistrza Austrii, Red Bulla Salzburg, oraz bardzo dobry technicznie, świetnie czujący się w tzw. małej grze Serb Dušan Tadić. W starciu z zespołem Pellegriniego holenderski menedżer Southampton zdecyduje się raczej na sprawdzony wariant 1-4-3-3, a partnerem Schneiderlina i Wanyamy w środku pola powinien być wracający po kontuzji, często niedoceniany przez postronnych obserwatorów, Steven Davis. Wydaje się zatem, że przed Manchesterem City kolejny trudny mecz z wymagającym przeciwnikiem. Dodatkowego smaczku całej rywalizacji dodaje niecodzienna statystyka, która obrazuje niewytłumaczalną wręcz niemoc „Obywateli” w wyjazdowych starciach z zespołami grającymi w biało-czerwonych pasiastych koszulkach (Stoke, Sunderland, Southampton). Zespół z Etihad Stadium od 2008 r. rozegrał aż 13 takich meczów, notując w nich wstydliwy bilans 0-7-6.
Dla „Obywateli” to może być zatem prawdziwy tydzień na przełamanie. Udało się już uniknąć najgorszego, czyli zredukowania do minimum szans na awans z grupy Ligi Mistrzów. Teraz przyszedł także czas na rozpoczęcie skutecznego pościgu za londyńską Chelsea, a początkiem marszu na sam szczyt tabeli ma być cenne zwycięstwo odniesione w niedzielę na stadionie aktualnego wicelidera Premier League. Wydaje się, że na Etihad wraca powoli entuzjazm i wiara w to, że obecny sezon nie jest jeszcze stracony. Być może po zdecydowanych słowach Samira Nasriego przed meczem z mistrzem Niemiec („W meczu z Bayernem gramy o swoją przyszłość w klubie”) oraz wypowiedzi Pellegriniego w przerwie środowego spotkania („Macie 45 minut na uratowanie całego sezonu”) piłkarze „The Citizens” zrozumieli, że to prawdopodobnie jedna z ostatnich szans na odniesienie sukcesu w Europie w takim składzie osobowym.
Statystyczna zapowiedź wideo meczu:
http://www.dailymail.co.uk/sport/football/article-2852656/Man-City-provide-Southampton-s-toughest-test-Liverpool-seek-lift-gloom-Gus-Poyet-bids-halt-former-club-Chelsea.html
Puchar Henri Delaunay’a przyznawany jest za zwycięstwo w Mistrzostwach Europy, nie Champions League kolego…
Dodaj komentarz
Świetne wyniki osiągane w ostatnich tygodniach przez podopiecznych Manuela Pellegriniego każą przypuszczać, że na Etihad Stadium zdołali już przezwyciężyć kryzys mentalny, który dopadł drużynę w drugiej połowie października. Środowe zwycięstwo w Lidze Mistrzów nad Bayernem Monachium, wyrwane w samej końcówce meczu, ma być nowym symbolem zjednoczenia zespołu i początkiem zwycięskiej serii. Aby tak się stało, „Obywatele” muszą przejść pozytywnie kolejną ważną próbę – niedzielne wyjazdowe starcie w Premier League z rewelacyjnie spisującym się w tym sezonie wiceliderem z Southampton.
Niemal dokładnie miesiąc temu, po trzech kolejnych spotkaniach bez zwycięstwa we wszystkich rozgrywkach, w angielskich mediach zaczęto zastanawiać się nad dalszą przyszłością zespołu z błękitnej części Manchesteru, który zdaniem licznych ekspertów miał być już piłkarsko wypalony. Wielu piłkarzom „The Citizens” zarzucano zbyt małe zaangażowanie w niektórych spotkaniach (sugerując świadome oszczędzanie sił), a przy tym wytykano im stosunkowo zaawansowany wiek, biorąc pod uwagę współczesne futbolowe realia. Duża część zawodników w kadrze MC to piłkarze powyżej 28. roku życia, którzy mają już na swoim koncie kilka trofeów. Brakuje natomiast dopływu świeżej piłkarskiej krwi do pierwszego zespołu i nie chodzi tu wyłącznie o kolejne wielomilionowe transfery.
Na odnowionym niedawno za bagatela 200 mln £ kompleksie treningowym w pobliżu Platt Lane (zawierającym klubowy hotel, 17 (!) pełnowymiarowych boisk treningowych i 7-tysięczny ministadion z oświetleniem i podgrzewaną płytą) swoją siedzibę ma jedna z najlepszych i najbardziej nowoczesnych szkółek piłkarskich na świecie, zrzeszająca wyróżniającą się młodzież ze wszystkich kontynentów. Mimo to w kadrze pierwszej drużyny „Obywateli” jest aktualnie tylko jeden zawodnik będący pełnoprawnym wychowankiem rodzimej akademii – angielski pomocnik George Glendon, który dotychczas nie zdążył nawet zadebiutować w seniorskim zespole. Teoretycznie przyszłość City powinna więc rysować się w jasnobłękitnych barwach. Czasami można jednak odnieść wrażenie, jakoby szkółka oraz zespoły juniorskie (w tym znakomicie spisująca się w młodzieżowej Lidze Mistrzów drużyna U-19) funkcjonowały nieco na uboczu, w oderwaniu od pierwszego zespołu, który ma być międzynarodową wizytówką klubu. Na razie jednak „Obywatele” nie potrafią rozszerzyć terytorium swojego panowania poza Wyspy Brytyjskie.
Brak pełnoprawnych wychowanków, związanych od najmłodszych lat z zespołem i stających się z czasem symbolami klubu na miarę Stevena Gerrarda, powoduje liczne dyskusje na temat zachwianej tożsamości zespołu z Etihad Stadium. Jednak nie od dziś wiadomo, że atmosferę w drużynie budują wyniki, a te są w ostatnim czasie dla „The Citizens” naprawdę dobre. Mentalnym przywódcą drużyny cały czas pozostaje belgijski kapitan Vincent Kompany, który w trudnych momentach potrafi poderwać kolegów do walki nie tylko motywującymi przemówieniami, ale także (a może przede wszystkim) swoją świetną, momentami niezwykle ofiarną postawą na boisku. Narodowość nie przeszkadza mu absolutnie w doskonałej komunikacji z klubowymi kolegami czy mediami, środkowy obrońca Manchesteru City opanował bowiem język angielski w tak dobrym stopniu, że nie jest dla niego problemem nawet studiowanie na miejscowym uniwersytecie. Zawodnika, który już od sześciu lat jest w klubie sponsorowanym przez arabskie linie lotnicze Etihad (a więc od początku rządów w błękitnej części Manchesteru szejka Mansoura bin Zayeda), można uznać za prawdziwego lidera tworzącej się cały czas przyszłej europejskiej potęgi futbolowej.
Warto również zauważyć, że w ostatnim czasie nastąpiła w klubie względna stabilizacja kadrowa, a zasada finansowego Fair Play wprowadzona przez UEFA zmusiła włodarzy do zaprowadzenia porządków także w sferze finansów. Nie zmienia to na razie faktu, że od strony organizacyjnej Manchester City już jest światową czołówką. Najwyższy czas, aby również w aspekcie czysto sportowym drużyna Pellegriniego dołączyła do grona najlepszych.
Obecny sezon Ligi Mistrzów ma więc być dla Manchesteru City realną oceną możliwości drużyny. Kręgosłup zespołu pozostał nienaruszony (Hart, Kompany, Toure, Silva, Aguero), dokonano jedynie pojedynczych wzmocnień na niektórych pozycjach (Fernando, Mangala), a drużyna zebrała cenne europejskie doświadczenie w poprzednich latach, dlatego w klubie wyznaczono ambitny cel, zakładający przynajmniej kwalifikację do najlepszej ósemki Ligi Mistrzów, a w wariancie optymistycznym – nawet próbę walki o główne trofeum. Rzeczywistość po raz kolejny szybko zweryfikowałaby piękne plany włodarzy klubu, gdyby nie środowy nieprawdopodobny zwrot akcji w arcyważnym meczu z Bayernem. Kiedy wydawało się, że szanse „Obywateli” na awans zmaleją do matematycznego minimum, słynący z boiskowej perfekcji podopieczni Guardioli popełnili dwa katastrofalne błędy, które wykorzystał, jakżeby inaczej, genialny Argentyńczyk Sergio Aguero.
https://www.youtube.com/watch?v=e-bWMB2AJBQ
Po tym wyszarpanym dosłownie w ostatnich minutach zwycięstwie nad światowym potentatem i jednym z kandydatów do zwycięstwa w Champions League, znów pojawiły się głosy, że w drużynie złożonej z najlepiej opłacanych piłkarzy na świecie jest jeszcze wystarczającą dużo jakości, aby uczestniczyć w walce o najwyższe cele także w europejskich rozgrywkach. Należy jednak pamiętać, że była to dopiero pierwsza wygrana „Obywateli” w fazie grupowej Champions League, a przeciwnik przez większość spotkania, mimo gry w osłabieniu, dyktował warunki gry, prezentując przy tym wyższą kulturę piłkarską. Znakomity występ indywidualny Aguero nie może zatem przesłonić Pellegriniemu problemów, które będzie musiał rozwiązać, aby jego drużyna liczyła się do końca wyścigu o puchar Henriego Delaunaya. Najpoważniejsze na dzisiaj zarzuty pod adresem zespołu City to niestabilność gry bloku defensywnego (włączając w to także defensywnych pomocników), zbyt wolne przechodzenie z ataku do obrony (i na odwrót) oraz duże uzależnienie w ofensywie od postawy najlepszego aktualnie piłkarza zespołu, Sergio Aguero.
Krytyka personalna dotyka natomiast przeważnie Samira Nasriego, który nie potrafi ustabilizować formy na wysokim poziomie i często spowalnia grę zespołu, oraz Yayę Toure, który ciągle szuka optymalnej formy po kapitalnym ubiegłym sezonie, w którym był prawdziwym liderem drugiej linii zespołu mistrza Anglii. Wiele pretensji można mieć także momentami do postawy przeciętnego taktycznie i często nieodpowiedzialnego defensywnego pomocnika Fernandinho oraz podstawowego bramkarza Joe Harta, który coraz częściej popełnia błędy nieprzystające golkiperom z europejskiego topu. Cała gra obronna City pozostawia zresztą wiele do życzenia (aż 25 goli straconych dotychczas we wszystkich rozgrywkach). Być może taki stan rzeczy spowodowany jest licznymi rotacjami w linii obrony, dezorganizującymi często całą grę defensywną zespołu (nawet etatowy dotychczas prawy obrońca Pablo Zabaleta nie może być teraz pewny miejsca w wyjściowym składzie). Inżynier Pellegrini ma więc nad czym pracować, nie od dziś bowiem wiadomo, że zespół buduje się od solidnej defensywy, a nie wydaje się, aby Chilijczyk skonstruował już optymalnie blok obronny. Niezmiennie można natomiast liczyć na dobrą postawę zawodników ofensywnych, którzy nadal potrafią efektownie rozmontować każdą defensywę, ale nie robią tego już tak często jak w poprzedniej kampanii. Biorąc pod uwagę kontuzje Silvy i Dżeko oraz słabszą formę młodszego z braci Toure, wydaje się to logiczne.
Mimo wielu przejściowych kłopotów (także tych związanych z kontuzjami ważnych zawodników) drużyna z Etihad Stadium zachowała realne szanse na awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów, a o wszystkim zadecyduje ostatni mecz w grupie – z Romą na Stadio Olimpico. Bardziej bolesne mogą się zatem okazać dotychczasowe potknięcia w Premier League. Lider z Londynu odjechał mistrzom Anglii już na osiem punktów, notując przy okazji korzystny remis w bezpośrednim starciu w Manchesterze, dlatego zespół występujący na co dzień w charakterystycznych błękitnych koszulkach nie może sobie pozwolić na kolejną stratę punktów. A najbliższy rywal może sprawić „The Citizens” sporo problemów. Southampton to jak na razie największa rewelacja obecnego sezonu w Premier League, a prawdopodobnie także we wszystkich pięciu najsilniejszych ligach europejskich.
Niewielu ekspertów przewidywało przed sezonem, że po odejściu z zespołu „Świętych” trenera Mauricio Pochettino (obecnie Tottenham) oraz pięciu bardzo ważnych piłkarzy z podstawowego składu (Shaw, Chambers, Lovren, Lallana, Lambert), który wywalczył w poprzedniej kampanii rekordowe ósme miejsce w Premier League, może być jeszcze lepiej. A jednak! Nowy trener Ronald Koeman szybko załatał wszystkie dziury w drużynie, tworząc na St. Mary’s bardzo dobrze współpracujący kolektyw.
Wizytówką klubu z hrabstwa Hampshire stała się żelazna defensywa (zaledwie 6 straconych bramek – najmniej spośród wszystkich czterech zawodowych lig w Anglii! ). Znakomicie zorganizowany blok obronny tworzą niemal niezmiennie bramkarz Fraser Forster (pozyskany przed sezonem z Celticu Glasgow na specjalne życzenie menedżera, aby zastąpić w bramce „Świętych” dotychczasowy numer 1 – Artura Boruca) oraz czwórka obrońców, na czele z rozwijającym się w błyskawicznym tempie młodym prawym obrońcą reprezentacji Anglii Nathanielem Clyne’em oraz wypożyczonym z Atletico Madryt stoperem Tobym Alderweireldem, który zdążył już przejść szybki kurs skutecznej gry obronnej u samego mistrza gatunku, Diego Simeone. Uzupełnieniem całej formacji są defensywni środkowi pomocnicy – nastawiony niemal wyłącznie na destrukcję, silny fizycznie Kenijczyk Victor Wanyama oraz potrafiący także konstruować akcje ofensywne reprezentant Francji Morgan Schneiderlin. Warto również docenić dotychczasową postawę piłkarzy ofensywnych, którzy strzelili już w lidze tyle samo goli co dysponująca niezwykłą siłą ataku drużyna ich niedzielnego rywala – Manchesteru City.
Najlepszym strzelcem zespołu jest przeżywający chyba najlepszy okres w karierze Włoch Graziano Pelle, a za kreowanie sytuacji bramkowych odpowiedzialni są skrzydłowi – dynamiczny i nieprzewidywalny Sadio Mane, pozyskany przed sezonem z mistrza Austrii, Red Bulla Salzburg, oraz bardzo dobry technicznie, świetnie czujący się w tzw. małej grze Serb Dušan Tadić. W starciu z zespołem Pellegriniego holenderski menedżer Southampton zdecyduje się raczej na sprawdzony wariant 1-4-3-3, a partnerem Schneiderlina i Wanyamy w środku pola powinien być wracający po kontuzji, często niedoceniany przez postronnych obserwatorów, Steven Davis. Wydaje się zatem, że przed Manchesterem City kolejny trudny mecz z wymagającym przeciwnikiem. Dodatkowego smaczku całej rywalizacji dodaje niecodzienna statystyka, która obrazuje niewytłumaczalną wręcz niemoc „Obywateli” w wyjazdowych starciach z zespołami grającymi w biało-czerwonych pasiastych koszulkach (Stoke, Sunderland, Southampton). Zespół z Etihad Stadium od 2008 r. rozegrał aż 13 takich meczów, notując w nich wstydliwy bilans 0-7-6.
Dla „Obywateli” to może być zatem prawdziwy tydzień na przełamanie. Udało się już uniknąć najgorszego, czyli zredukowania do minimum szans na awans z grupy Ligi Mistrzów. Teraz przyszedł także czas na rozpoczęcie skutecznego pościgu za londyńską Chelsea, a początkiem marszu na sam szczyt tabeli ma być cenne zwycięstwo odniesione w niedzielę na stadionie aktualnego wicelidera Premier League. Wydaje się, że na Etihad wraca powoli entuzjazm i wiara w to, że obecny sezon nie jest jeszcze stracony. Być może po zdecydowanych słowach Samira Nasriego przed meczem z mistrzem Niemiec („W meczu z Bayernem gramy o swoją przyszłość w klubie”) oraz wypowiedzi Pellegriniego w przerwie środowego spotkania („Macie 45 minut na uratowanie całego sezonu”) piłkarze „The Citizens” zrozumieli, że to prawdopodobnie jedna z ostatnich szans na odniesienie sukcesu w Europie w takim składzie osobowym.
Statystyczna zapowiedź wideo meczu:
http://www.dailymail.co.uk/sport/football/article-2852656/Man-City-provide-Southampton-s-toughest-test-Liverpool-seek-lift-gloom-Gus-Poyet-bids-halt-former-club-Chelsea.html