W hicie 28. kolejki miała miejsce spora niespodzianka. Faworyzowana Chelsea Londyn nie sprostała spisywanemu na straty Manchesterowi City. Wrażenie robi nie tylko wynik, ale też styl porażki. Lider został rozgromiony aż 2:4!
Przed meczem więcej szans na wygraną przyznawano zawodnikom Carlo Ancelottiego. Choć „The Blues” w 1/8 finału Ligi Mistrzów polegli w Mediolanie, nie przestali być mocną ekipą chcącą przerwać dominację Manchesteru United w Premiership. Akcje przebogatego Manchesteru City nie stały zbyt wysoko. Zespół pod wodzą Roberto Manciniego nie jest jeszcze zbyt regularny. Jednak mecz z liderem rozgrywek miał wyzwolić w nich dodatkowe pokłady energii.

Na początku spotkania zdecydowanie lepiej spisywali się gospodarze. Już po 120 sekundach po błędzie Shaya Givena mogło być 1:0 dla londyńczyków. Irlandczyk zdążył jednak zażegnać niebezpieczeństwo przed swoją bramkę, ubiegając w walce o piłkę Joe Cole’a. Niedługo potem uderzeń z dystansu próbowali Frank Lampard i Florent Malouda, lecz okazały się one bardzo niecelne. Reprezentant Anglii miał niezłą okazję na umieszczenie futbolówki w siatce po prawie kwadransie gry po faulu w pobliżu pola karnego na Didierze Drogbie. Jednak i tym razem okazał się on nieskuteczny.
Goście po raz pierwszy groźnie zaatakowali dopiero po 18 minutach. Strzał Adama Johnsona został jednak obroniony przez zastępującego kontuzjowanego Petra Cecha Henrique Hilario. W odpowiedzi zaskoczyć Givena chciał Joe Cole, ale Irlandczyk spisał się bez zarzutu.
Potem nastał mniej ciekawy fragment gry. W przeciągu trzech minut sędziowie aż czterokrotnie odgwizdywali pozycję spaloną. W końcu przebudzili się gospodarze. Gdy zegar wskazywał niemal 30. minutę, w dobrej sytuacji znalazł się mało widoczny Anelka, lecz, podobnie jak chwilę później Drogbie, nie udało mu się pokonać golkipera przeciwników. Prawdziwe niebezpieczeństwo pod bramką przyjezdnych miało miejsce 360 sekund później. Prawą stroną przedarł się Branislav Ivanović, podał do Lamparda. Anglikowi strzał nie wyszedł, lecz do kopniętej przez niego piłki dopadł Drogba, który jednak przestrzelił.
Pierwsza połowa zmierzała ku końcowi, lecz na Stamford Bridge wciąż brakowało goli. Kibice zgromadzeni na stadionie nie przeczuwali, jaką niespodziankę zawodnicy szykują im na końcówkę tej części meczu. Gdy do końcowego gwizdka brakowało trzech minut, w sytuacji sam na sam skapitulował Shay Given, a jego katem okazał się Lampard. Podrażniony Manchester City postanowił odegrać się jeszcze przed przerwą. Podania Wayne’a Bridge’a nie przeciął John Obi Mikel, futbolówka trafiła do Carlosa Teveza, a Argentyńczyk umieścił ją w siatce portugalskiego bramkarza.











