44 lata czekał Manchester City, by znowu zostać mistrzem Anglii. „The Citizens” w niesamowitym spotkaniu pokonali QPR 3:2. O tytule zadecydowały magiczne dwie minuty, w trakcie których podopieczni Roberto Manciniego odrobili stratę i wyszli na prowadzenie za sprawą najpierw Edina Dżeko, a później Sergio Aguero. Po finałowym gwizdku Mike’a Deana na boisko wbiegli kibice „The Citizens”, by wraz ze swoimi ulubieńcami świętować mistrzowski tytuł. Jest to trzeci tytuł mistrza Anglii w historii istnienia klubu z niebieskiej części Manchesteru.
Manchester City po ważnym zwycięstwie na Sport Direct Arena, gdzie pokonał Newcastle 2:0, dotknął już palcami pucharu mistrza Anglii. Aby „The Citizens” pewnie sięgnęli po swój upragniony tytuł, muszą pokonać ostatnią przeszkodę – QPR. Londyńczycy wciąż czują na sobie widmo gry w Championship i zrobią wszystko, by utrzymać się w Premier League. Joey Barton w wywiadach w środku tygodnia zapewnił zarówno kibiców, jak i sir Aleksa Fergusona, że on i jego koledzy postarają się pokrzyżować plany City w zdobyciu mistrzostwa. Jednak na swoim stadionie zespół z niebieskiej części Manchesteru jeszcze nie przegrał i na swoim podwórku będzie chciał zdobyć dla swoich kibiców mistrzowski tytuł, na który czekają od 44 lat. Ostatni raz „The Citizens” triumfowali w 1968 roku.

Gospodarze z Etihad Stadium już od pierwszych minut dominowali i zmusili QPR do obrony na własnej połowie. Londyńczycy jednak, broniąc się niemal całą jedenastką, skutecznie rozbijali ataki „The Citizens” i dośrodkowania Nasriego lub Clichy’ego padały łupem rosłym defensorów podopiecznych Marka Hughesa. Na nic zdawały się indywidualne umiejętności techniczne takich wirtuozów jak Sergio Aguero, Carlos Tevez czy David Silva – gdy docierali pod pole karne gości zderzali się z murem złożonym z prawie ośmiu piłkarzy QPR. Zawodnicy City co jakiś czas próbowali uderzać z dystansu, ale strzały Yaya Toure, Carlosa Teveza czy Davida Silvy były niecelne. Goście jedyną okazję mieli z rzutu wolnego, ale strzał Djibrila Cisse bez problemu złapał Joe Hart. Przewaga gospodarzy w posiadaniu piłki po pół godzinie gry wynosiła aż 80% – 20%. Podopieczni Roberto Manciniego dopięli swego dopiero w 39. minucie spotkania. Yaya Toure zagrał w polu karnym londyńczyków do wchodzącego z głębi pola Pablo Zabalety, ten od razu zdecydował się na uderzenie, Paddy Kenny zdołał je sparować w górę, ale tak niefortunnie, że piłka wylądowała w siatce. Dla Argentyńczyka jest to pierwsze trafienie w sezonie i chyba najważniejsze w swoim życiu. Do końcowego gwizdka Manchester City wciąż dominował, ale nie odważył się na zaatakowanie rywala. W samej końcówce pierwszej połowy z boiska zszedł Yaya Toure, który na skutek kontuzji nie mógł kontynuować gry. W jego miejsce pojawił się Nigel De Jong. Nie od dziś wiadomo, że „Citizens” grają dużo lepiej w drugiej połowie i to właśnie w tym okresie strzelają najwięcej bramek.











