Po niezwykłym widowisku na stadionie Manchesteru United, które zafundowali nam piłkarze sir Aleksa Fergusona oraz Andre Villasa-Boasa, trzy punkty pojechały do stolicy. Mecz zakończył się wynikiem 2:3. W drugiej połowie zespół „Czerwonych Diabłów” podjął się szaleńczej próby gonitwy za wynikiem, ale cierpliwość i konsekwencja linii obronnej Tottenhamu dały ekipie Spurs tak długo oczekiwane zwycięstwo.
W wyjściowej jedenastce gospodarzy, mimo wyleczonej już kontuzji, nie pojawił się Wayne Rooney. Sir Alex Ferguson postanowił zagrać jednym napastnikiem i do gry od pierwszej minuty wyznaczony został Robin van Persie. Mecz rozpoczęli jednak od mocnego uderzenia goście. W 2. minucie na ofensywny i dosyć karkołomny, jak się mogło wydawać, rajd zdecydował się Vertonghen. Obrońca „Kogutów” pokonywał kolejnych zawodników gospodarzy, by już w polu karnym oddać strzał. Uderzenie nieszczęśliwie próbował zablokować Ferdinand i futbolówka trafiła do siatki bezradnego Lindegaarda. Na zespół Manchesteru bramka podziałała mocno orzeźwiająco i niemal od razu gospodarze wzięli się do roboty. Jak się jednak okazało, był to słomiany zapał, bo już w 8. i 9. minucie do interwencji zmuszony został bramkarz „Czerwonych Diabłów”. Szczęścia próbowali Dempsey oraz Lennon. W 11. minucie po zdecydowanym i niebezpiecznym wejściu Gallasa boisko na chwilę musiał opuścić van Persie. Kiedy Holender wrócił na murawę, Old Trafford odetchnęło z ulgą.

Po kwadransie gra się nieco uspokoiła, chociaż częściej w posiadaniu piłki byli podopieczni Andre Villasa-Boasa. W 21. minucie Verthongen miał szansę na podwyższenie prowadzenia. Tym razem Belg mógł trafić głową po dośrodkowaniu Garetha Bale’a z rzutu wolnego. United odpowiedzieli, ale zdołali wywalczyć tylko jeden rzut wolny, a potem rożny. Po nieudanej próbie ponownie gra się uspokoiła, ale po raz kolejny po kilku minutach do głosu doszli gracze z Londynu. W 32. minucie na bramkę gospodarzy wypuścił się Bale. Walijczyk zgarnął piłkę w okolicach środka boiska i w swoim stylu pognał z nią przed siebie. Kiedy już wyprzedził obrońcę Manchesteru (dziwnym trafem był to po raz kolejny Ferdinand), posłał mierzony strzał na długi słupek. Lindegaard tak jak przy pierwszej bramce był bezradny. Kibice na Old Trafford zrozumieli, że doping będzie potrzebny ich ulubieńcom bardziej niż kiedykolwiek i trybuny rozbrzmiały gromkimi okrzykami. Podopieczni Fergusona zebrali się w ostatnich minutach pierwszej części gry. W 41. minucie doszło nawet do ewidentnego faulu Vertonghena na Nanim w polu karnym, ale sędzia nie dojrzał przewinienia Belga. Chwilę później pierwszy celny strzał na bramkę Brada Friedela oddał Portugalczyk i po trzech doliczonych minutach Chris Foy zakończył pierwszą część gry, po której Tottenham sensacyjnie prowadził z Manchesterem United na Old Trafford 2:0.












