W meczu ostatniej kolejki Ekstraklasy Wisła Kraków, mimo że prowadziła z Koroną w Kielcach już 2:0, nie potrafiła zwyciężyć. Zawodnicy Roberta Maaskanta są świadomi, że to ich błędy zadecydowały o niekorzystnym wyniku. Po Cezarym Wilku i Patryk Małecki posypuje głowę popiołem.
Pomijając tę czerwoną kartkę, co się stało, że nie dobiliście Korony do końca?
Trudno powiedzieć. Na początku mecz był toczony pod nasze dyktando, później to Korona zaczęła atakować. Odpowiedzialność za wynik biorę na siebie, bo gdybym wykorzystał rzut karny, prowadzilibyśmy 2:0 i Korona na pewno by się już nie podniosła. Chciałbym wszystkich przeprosić, że nie udało mi się strzelić tej „jedenastki”. Gdyby mi się udało, grałoby nam się łatwiej, przede wszystkim w komplecie, a tak była nerwówka. Jeszcze raz przepraszam kolegów, trenera, a przede wszystkim kibiców, którzy oglądali ten mecz.
W tym spotkaniu mogliście rozwiać wszelkie wątpliwości, bo momentami mieliście bardzo dużą przewagę…
Zgadza się. Szkoda, że nie wygraliśmy, przyjechaliśmy tutaj po trzy punkty, prowadziliśmy 2:0… Ale tak jak powiedziałem wcześniej, gdybym strzelił karnego, gra wyglądałaby zupełnie inaczej.
Inni również mieli sytuacje, żeby podwyższyć wynik…
Tak, ale nie były to sytuacje równie klarowne, co moja… Cieszy na pewno, że byliśmy w stanie w dziesiątkę strzelić gola na 2:0. Niestety, znowu stałe fragmenty gry zaważyły na tym, że nie zdobywamy trzech punktów.
W pierwszej połowie, po szybko strzelonej bramce, wydawało się, że oddaliście nieco inicjatywę Koronie. Dlaczego?
Nie wiem, dlaczego tak się stało. Po objęciu prowadzenia, zamiast dalej atakować, to gospodarze stwarzali sobie sytuacje, m.in. rzut karny, który po raz kolejny Sergiej obronił. Wina za stratę punktów leży jednak na mnie.










