Stefana Majewskiego spotkaliśmy w Gdyni przy okazji meczu Arka – Cracovia. Z byłym selekcjonerem reprezentacji Polski rozmawialiśmy o specyfice rozgrywania spotkań na sztucznej nawierzchni, planach prowadzonej przez niego kadry U-23, poziomie rozgrywek Ekstraklasy wiosną i trudnej sytuacji, jaka ma miejsce w Legii Warszawa i Wiśle Kraków.
Co Pana sprowadza do Gdyni?
Zawsze wybieram sobie w ciągu weekendu dwa, a nawet trzy spotkania, które obserwuję z trybun. W tej kolejce zdecydowałem się wybrać do Gdyni, bo jeszcze nie byłem na Narodowym Stadionie Rugby, by zobaczyć jak gra się na sztucznej murawie i muszę powiedzieć, że różnica jest ogromna w porównaniu z grą na normalnej nawierzchni. Trzeba się więc będzie zastanowić, czy takie mecze mają sens, oczywiście Arka musi grać do końca sezonu na tej murawie ze względu na ciężką sytuację klubu, ale na pewno ten fakt gdynianom nie ułatwia do końca zadania.
Wypatrzył Pan w Gdyni jakichś zawodników, którzy nadawaliby się do reprezentacji U-23?
Grało tutaj kilku piłkarzy, których regularnie powołuję (Przemysław Trytko, Marek Wasiluk – przyp. red.). Nie rozgrywali może wielkich zawodów, ale niezwykle ważne jest dla mnie, jak i dla nich, że regularnie grają, dzięki czemu mogą się dalej rozwijać.
Jak ocenia Pan poziom rozgrywek Ekstraklasy wiosną 2010?
Swoje zrobiła zima, która sprawiła, że większość klubów nie miała możliwości odpowiednio przygotowywać się do rundy wiosennej, stąd też poziom nie był zbyt wysoki. Od tej kolejki jednak warunki do gry są już znacznie lepsze, więc myślę, że i poziom spotkań również systematycznie będzie rósł w górę.
Na początku tygodnia byliśmy świadkami zmian trenerów w Legii Warszawa i Wiśle Kraków. O ile dymisje Jana Urbana i Macieja Skorży nie były niespodziankami, o tyle personalia nowych szkoleniowców już tak.
Należało się z tym liczyć, gdyż wiadomo, że trener jest tak dobry jak jego ostatni mecz. Natomiast w Polsce podejmuje się decyzje zbyt szybko, zbyt gwałtownie. Oczywiście najważniejszy w zespole jest szkoleniowiec, ale nie zapominajmy też o zawodnikach, działaczach, zarządzie. Ci ludzie też są odpowiedzialni za wyniki i czasem, zamiast podejmować szybko decyzje, należałoby usiąść w wspólnym gronie i zastanowić się, czy da się jeszcze z tej drużyny coś wycisnąć. Jeśli nie, to wiadomo, że trener musi odejść, ale często można by było zachować więcej zimnej krwi i dać trenerowi jeszcze jedną szansę.
Czyli uważa Pan, że decyzje władz Legii i Wisły były zbyt pochopne?
Nie powiedziałem, że były one pochopne, bo jak wiadomo, są to ważne decyzje. Czas pokaże jednak, czy były słuszne czy nie.










