Mówi się, że numer na koszulce zawodnika nie ma większego znaczenia. Czy aby na pewno? Okazuje się, że niektóre numery są wyjątkowe. Można powiedzieć, że mają swoją własną historię, ale żeby takową miały, to zawsze na początku musi pojawić się ten, który stworzy jej podwaliny.
Każdy klub, mniejszy czy większy, ma swoją piłkarską legendę, czyli zawodnika, który jest postacią zasłużoną dla drużyny. Bardzo często dochodzi do sytuacji, w której numery wybitnych piłkarzy przechodzą do historii. Można wyróżnić dwa rodzaje działań podejmowanych przez działaczy klubów, aby podkreślić ważność danego numeru dla historii klubu.
Pierwszy to zastrzeżenie cyfry. Oznacza to, że żaden przyszły zawodnik danej drużyny nie zagra w z numerem na koszulce, który kiedyś należał do legendy. W dzisiejszym piłkarskim świecie takich działań nie brakuje i za przykład może nam posłużyć Javier Zanetti, który przez 19 lat grał w Mediolanie. Po zakończeniu kariery w sezonie 2013/2014 działacze Interu podjęli decyzję o zastrzeżeniu jego numeru – 4.
Drugi sposób złożenia swoistego hołdu dla wybitnego piłkarza to zrobienie z numeru, w którym grał, prawdziwej świętości. Jak działacze to robią? Po zakończeniu kariery przez legendę danego zespołu czeka się na jego spadkobiercę, który zdoła udźwignąć na swoich barkach wielką odpowiedzialność, jaką bez wątpienia jest gra z takim numerem na koszulce, z jakim występował człowiek legenda zespołu.
Dobrymi przykładami stosujących tę drugą metodę są takie drużyny jak Real Madryt czy Manchester United. Oba zespoły związane są z magiczną liczbą 7 na klubowej koszulce. Jest to cyfra uważana za boską i patrząc na to, jacy piłkarze grali w tych drużynach z tym numerem na plecach, to trudno jest się z tym nie zgodzić.
Znaczenie białej „siódemki”
Numer siedem noszony był przez największe postacie w historii Realu Madryt, które swoją wspaniałą grą sprawiły, że ten numer stał się prawdziwym symbolem „Królewskich”. Można powiedzieć, że stał się wartością samą w sobie. W przeszłości grali z nim tacy piłkarze, jak: Raymond Kopa, Amancio Amaro, „Juanito”, Emilio Butragueno czy też Raul.
Magiczny numer 7 jako pierwszy rozsławił Francuz polskiego pochodzenia Raymond Kopa, który trafił do stolicy Hiszpanii w sezonie 1956/1957. Z zespołem Realu Madryt zdobył dwa mistrzostwa Hiszpanii oraz dwa Puchary Europy. Jego fenomenalne występy w białych barwach sprawiły, że w 1958 roku zdobył Złotą Piłkę.
Następnym piłkarzem grającym z tym numerem na plecach był Amaro, którego uważa się za istne ucieleśnienie madryckiej 7. Chociaż występował również z „ósemką”. W ciągu swojej czternastoletniej przygody z „Los Blancos” wystąpił w 344 meczach i strzelił w nich 119 bramek.
„Juanito” to kolejny spadkobierca tej boskiej cyfry, który jest utożsamiany nie tylko z tym numerem, lecz także z „duchem madridismo”. Do Realu Madryt trafił w 1977 roku i grał w nim przez dziesięć lat. Charakteryzowały go ciągła gotowość do walki, nieprzeciętna intuicja oraz wybuchowy temperament. W barwach „Królewskich” zdobył 85 goli w 284 występach.











