Coraz więcej drużyn piłkarskich korzysta z ustawienia z trzema środkowymi pomocnikami. Ponadto ekipy te wygrywają największe turnieje na świecie. A więc w czym tkwi magia tego ustawienia?
Ostatnie kilkanaście dni to wychwalanie geniuszu Jose Mourinho oraz bicie pokłonów jego nietuzinkowej taktyce, która doprowadziła mediolański Inter do zdobycia potrójnej korony. I jest to w pełni słuszne i uzasadnione zachowanie. Perfekcyjnie ekipę „The Special One” określił Wojciech Jagoda z nSport: Drużyna z gwiazdami, ale bez gwiazdorstwa. To prawda. W stolicy Lombardii wszyscy wiedzą, że trzeba być odpowiedzialnym za obronę i za atak. Już nikt nie jest zdziwiony obrazkiem, na którym Samuel Eto’o zatrzymuje w swoim polu karnym rywala albo Lucio uderza z dystansu na bramkę. Czy ktoś jednak zastanawiał się, na czym polega perfekcja taktyki portugalskiego szkoleniowca, który w następnym sezonie będzie chciał udowodnić hiszpańskim dziennikarzom, że jego drużyny potrafią grać pięknie? Ja postaram się to zrobić tak dokładnie, jak to tylko możliwe.
Uważam, że główną siłą tej taktyki jest tercet środkowych pomocników. W środku pola „Nerrazurrich” zazwyczaj występuje Estebian Cambiasso – niegdyś niechciany w Madrycie, Thiago Motta – przez wielu uważany za zawodnika kontuzjogennego i wypalonego oraz Wesley Sneijder – Holender, który przed sezonem został bez żalu sprzedany z… Realu, czyli dwóch solidnych rzemieślników i genialny technik. Podczas gdy jeden z nich idzie do przodu, dwóch pozostałych go asekuruje. Najczęściej głównym kreatorem akcji, obecnie najlepszej drużyny na Starym Kontynencie, jest Sneijder. Wychowanek wspaniałej szkółki Ajaksu Amsterdam nieraz w tym sezonie pokazał, że umiejętność wykonania tzw. ostatniego podania nie jest mu obca (choćby mecz z Chelsea w Londynie). Warto dodać, jak często ustawienie zawodników Interu zmienia kształt. Raz na boisku widzimy ich w formacji 4-3-3, a już za chwilę w 4-5-1. „Mou” od początku swojej pracy w zawodowym futbolu starał się, aby jego drużyny traciły jak najmniej bramek. Notabene to właśnie było największą wadą „Los Merengues” w sezonie 2009/2010. Wszystkie linie (obrona, pomoc, atak) Interu grają bardzo blisko siebie, co daje zredukowanie sytuacji strzeleckich drużyny przeciwnej.
Nietrudno zauważyć, że najlepsze drużyny Europy grają teraz trzema środkowymi pomocnikami. Na przykład w Barcelonie najczęściej są to Keita, Xavi i Iniesta. Jak widać po sukcesach takich drużyn, jest to bardzo opłacalne ustawienie. Umożliwia ono stworzenie dużej przewagi w środku pola i zdominowanie rywala. Zaraz po odzyskaniu piłki można przejść do błyskawicznego ataku. Dość ciekawie wygląda sposób obrony klubów stosujących taką taktykę z Interem na czele. Na własnej połowie znajduje się dziesięciu graczy (z bramkarzem włącznie), natomiast za linią środkową hasa tylko wysunięty napastnik – Diego Milito. Zadaniem tego kopacza jest najczęściej skupianie na sobie uwagi obrońców i tworzenie miejsca skrzydłowym. Oglądając pomeczowe statystyki z finału LM, można doznać niemałego szoku. Posiadanie piłki przemawiało zdecydowanie na korzyść Bayernu Monachium – aż 66%. Mimo tego zawodnicy zza naszej zachodniej granicy nie potrafili pokonać Julio Cesara. Mourinho na mecz finałowy nakazał grać swoim pupilkom z kontry, co bardzo się opłaciło. Ustawienie 4-3-3 jest bodaj najlepsze w dzisiejszym futbolu. Teoretycznie jeden napastnik jest wspierany przez dwóch kolegów, którzy grają na flankach. Po prostu zabójcze. Oczywiście nie wystarczy ustawić tylko piłkarzy, tak jak robi to „The Special One”. Wymagana jest również konsekwencja w działaniach i chirurgiczna precyzja. No i rzecz najważniejsza – każdy zawodnik musi zrozumieć, że jest tylko częścią wspaniale pracującej maszyny.










