Jeden – dokładnie tyle celnych strzałów oddali „Królewscy” w dzisiejszym spotkaniu z Villarrealem. Trudno nie uznać, że właśnie ta statystyka oddaje najmocniej dzisiejszą ofensywną niemoc zespołu z Madrytu. Rafa Benitez po raz kolejny musi szukać nowych rozwiązań i jeżeli do połowy stycznia Real nie zacznie regularnie zbierać punktów, czeka go kolejny sezon bez zdobycia znaczącego tytułu…
Podopieczni Rafy Beniteza mogli podchodzić do spotkania z Villarrealem z dużą dozą optymizmu. Real miał za sobą serię czterech zwycięstw z rzędu, a wtorkowe spotkanie z Malmoe udowadniało, że „Królewscy” powoli zapominają o „czarnym listopadzie” i odbudowują się zarówno pod względem fizycznym, jak i przede wszystkim psychicznym. Dodatkowo do gry po trzech tygodniach przerwy wracał Sergio Ramos, a także Marcelo, który od tygodnia zgłaszał już swoją gotowość do gry.
W ekipie Villarrealu nastroje były raczej minorowe. Mimo że zespół prezentuje się powyżej oczekiwań w tym sezonie, w ostatnim czasie złapał lekką zadyszkę i mimo zwycięstwa nad Rayo Vallecano, a także remisu w Pilznie z miejscową Viktorią 3:3, gra defensywna zespołu wzbudzała wiele wątpliwości.
Początek spotkania należał dość niespodziewanie do gospodarzy, którzy już w ósmej minucie wyszli na prowadzenie, za sprawą Roberto Soldado, świetnie obsłużonego przez Cedrika Bakambu. Katastrofalnie w tej sytuacji zachował się Luka Modrić, który stracił piłkę w wyniku intensywnej gry ciałem Bruno Soriano, co w konsekwencji doprowadziło do sytuacji bramkowej. Co ciekawe, dla Bakambu była to pierwsza asysta w tym sezonie. Wszak do tej pory mieliśmy raczej do czynienia jednowymiarową współpracą i to były piłkarz Bursasporu wykorzystywał podania swojego hiszpańskiego partnera z linii ataku.
Nie sposób zapomnieć tutaj o strzelcu bramki, dla którego gol strzelony Realowi ma swój szczególny wymiar. Soldado był przecież swego czasu wielką nadzieją madryckiej cantery, strzelając w barwach Castilli ponad 60 bramek. Były piłkarz Valencii i Tottenhamu mógł więc dokonać słodkiej zemsty na swoim byłym klubie, w którym, powiedzmy sobie otwarcie, nigdy nie dostał prawdziwej szansy.
Kolejne minuty to kwitnąca współpraca Bakambu i Soldado, którzy tym spotkaniem udowodnili, że są zdecydowanie jedną z najlepszych par napastników w całej lidze, a w sukurs przychodził im świetnie dysponowany dzisiaj Denis Suarez, który siał spustoszenie na lewej stronie boiska, niejednokrotnie wprowadzając w spore zakłopotanie Danilo (który to już raz w tym sezonie?).
Piłkarze Realu byli niemrawi, poszczególne formacje zbyt oddalone od siebie, a tercet BBC całkowicie odcięty od podań. Wystarczy wspomnieć, że sam Benzema miał w pierwszej połowie tylko osiem podań (!), a Cristiano Ronaldo 13… Trochę lepiej wyglądał Gareth Bale, jednak przy ruchliwych piłkarzach gospodarzy i tak wyglądał naprawdę mizernie. O indolencji ofensywnych działań „Królewskich” w pierwszej połowie najlepiej świadczyła liczba oddanych celnych strzałów, która wynosiła okrągłe zero.











