Niedzielny wieczór okazał się dla Macieja Wojciechowskiego niezwykle udany. Młody Polak wpisał się po raz pierwszy do notesu meczowego w PKO Ekstraklasie, strzelając swoją pierwszą bramkę. Po starciu w Szczecinie trzy punkty na swoje konto wpisała drużyna gospodarzy, odsyłając Koronę Kielce bez choćby jednego oczka.
Mecz pomiędzy Koroną a Pogonią ostatecznie zakończył się wynikiem 2:0. Kibice przyszli zobaczyć, czy po przerwie na mecze reprezentacji szczecińska drużyna wciąż trzyma zwycięski rytm. Trzymała go do końcowego gwizdka, choć przez długie minuty drugiej połowy wyglądało to tak, jakby w ostatnich minutach wynik miał ulec zmianie.
Doliczony czas, bliższy słupek
Pierwsza połowa była szarpana, jak to bywa, gdy stawką jest nie tylko komplet punktów, ale i szansa awansu do ścisłej czołówki. Korona od pierwszych minut przypomniała, z kim gospodarzom przyjdzie się męczyć. Valentin Cojocaru musiał interweniować bardzo wcześnie. Po jednej z przepychanek sędzia z Bytomia szastał kartkami i uspokajał kapitanów. Jedną z nich, w 36. minucie, obejrzał właśnie Maciej Wojciechowski.
Jednak to go nie zniechęciło. Kwadrans przed przerwą 19-latek spróbował z dystansu. Piłka po rykoszecie minęła słupek i do szatni oba zespoły wydawało się, że dzieli bezbramkowy remis. Jak się okazuje, końcówka należała jednak do Portowców. W doliczonym czasie pierwszej połowy Paul Mukairu przeprowadził akcję i prostopadłym podaniem uruchomił Wojciechowskiego. Pomocnik wpadł w pole karne, uderzył z bliska przy bliższym słupku, a futbolówka odbiła się od słupka i wpadła do siatki Xaviera Dziekońskiego. Zaskakujący koniec pierwszej połowy i pierwszy gol w PKO BP Ekstraklasie.
Chłopak, któremu Lech powiedział „nie”
U Wojciechowskiego kariera miała swoje zakręty. Urodził się w Wągrowcu, pierwsze kroki stawiał jako pięciolatek w Wełnie Rogoźno, grając z chłopcami o dwa lata starszymi. W 2015 roku skaut Lecha Poznań zabrał go do akademii. Rodzina woziła go na treningi, 120 kilometrów w obie strony. Po sześciu latach nie dostał nominacji do Centralnej Ligi Juniorów ani miejsca w internacie we Wronkach.
Rok w Akademii Piłkarskiej Reissa w Opalenicy, latem 2022 testy w Szczecinie i niemal od razu decyzja: chcemy tego chłopca. Paweł Cretti, który pracował z nim przy zespołach młodzieżowych, mówił potem, że patrzy zawodnikom na oczy. U młodego Wojciechowskiego błyszczały. Oscar Garcia, już jako trener pierwszej drużyny, po meczu z Motorem Lublin chwalił energię, którą Wojciechowski wnosi w każdej akcji.
Wypożyczenie do ŁKS-u Łódź w rundzie wiosennej. Debiut z Chrobrym Głogów, długa ławka, w końcu minuty i półfinał baraży o Ekstraklasę. Decydującego karnego przeciwko temu samemu Chrobremu Wojciechowski nie wykorzystał. ŁKS odpadł. Mateusz Kamiński, jego trener w Akademii Reissa, mówił kiedyś, że polska liga nie jest dla niego sufitem.
Odkrycie
Droga do jedenastki w tym sezonie też nie była prosta. Pierwszą kolejkę, porażkę z Legią, Wojciechowski przesiedział na ławce rezerwowej. Kilka dni później Garcia dał mu 60 minut w wygranej z Cracovią. Od tamtej pory 19-latek miejsca w składzie nie oddał. W piątej kolejce, przy remisie 2:2 z Wisłą Kraków, zaliczył premierową asystę przy golu Musy Juwary na 1:0 i sam powiedział, że to dopiero początek, bo wymaga od siebie więcej.
W reprezentacjach juniorskich ostatnio grał w kadrze U-20. Transfery.info w dniu bramki z Koroną pisały o 13 występach w pierwszej drużynie Pogoni. Dla kibiców liczba skromna, dla sztabu konkretne dane.
Po przerwie Korona przez długi czas wyglądała na drużynę bliższą wyrównania. Kazimierz Węgrzyn mówił w TVP Sport, że Pogoń pokazała, iż potrafi wygrywać trudne mecze i przetrzymać trudny moment.
Sam Wojciechowski, już po wszystkim, w Canal+ Sport sprowadził wieczór do ciężkiej pracy:
Cieszę się szczególnie, że strzeliłem swoją pierwszą, wymarzoną bramkę w ekstraklasie. Ale też bardzo mnie cieszy to, że wygrywamy, że ta seria cały czas trwa w lidze, u siebie, w domu. […] Jeżeli chodzi o moją osobę, to uważam, że ciężka praca to jest naprawdę klucz. Jeżeli ciężko się pracuje cały czas, to nieważne w jakim momencie, ale w końcu boisko to odda.
Wyjazd, który nie wybacza
Za tydzień Pogoń uda się do Katowic, na GKS, który przed tą kolejką też był w okolicach czołówki, z 15 punktami na koncie. Wojciechowski w końcu ma wymarzoną bramkę, kontrakt do 2027 roku i trenera, który latem zatrzymał go w kadrze pierwszej drużyny. Pytanie, czy jeden gol do szatni wystarczy, żeby z odkrycia sezonu zrobić zawodnika, na którym Pogoń będzie mogła budować nie przez kilka kolejek, ale przez całą rundę jesienną. Na to boisko odpowie później. W Szczecinie właśnie zaczęli zacierać ręce.










