Kiedyś określany mianem sporego talentu, przepadł w natłoku licznych zmian przynależności klubowych. W Koronie Maciej Górski w końcu miał zrealizować niemały potencjał, a kariera zawodnika powrócić na właściwe tory. Mimo dwóch prób w Kielcach furory jednak nie zrobił. W czerwcu definitywnie pożegna się z zespołem „Żółto-czerwonych”. Być może także z grą w polskiej ekstraklasie.
W rundzie jesiennej sezonu 2016/2017 Korona Kielce miała spore problemy ze zdobywaniem bramek. Szwankowały skuteczność i kreowanie sytuacji, co przełożyło się na zaledwie dwadzieścia siedem bramek w dwudziestu meczach. Dlatego podczas zimowej przerwy jednym z transferowych priorytetów władz Korony Kielce było wzmocnienie linii ataku. Zakontraktowanie nowego napastnika z ligowym doświadczeniem miało choć w części rozwiązać problemy „Żółto-czerwonych” ze zdobywaniem bramek. Po przedłużających się poszukiwaniach władze Korony Kielce zagięły parol na Macieja Górskiego.
W Białymstoku zawodnik miał spore problemy z regularnymi występami w pierwszym zespole. Desygnowany do gry głównie w roli zmiennika, w zespole Jagiellonii odgrywał trzecioplanową rolę. To przełożyło się na skromny dorobek bramkowy. Podczas rocznego wypożyczenia w Kielcach z racji o wiele mniejszej rywalizacji w przedniej formacji Maciej Górski w końcu miał odżyć. Otrzymać więcej szans na grę i przywrócić karierę znajdującą się na zakręcie na właściwe tory. Tak, by po powrocie do Białegostoku ponownie powalczyć o miejsce w pierwszym zespole Jagiellonii. Nie wszystko potoczyło się jednak zgodnie z planem zawodnika.

Zmiany, zmiany
Szanse na regularną grę w jedenastce Macieja Bartoszka znacznie zmniejszyły jednak kolejne ruchy transferowe „Żółto-czerwonych”. Władze Korony po wypożyczeniu Macieja Górskiego wzmocniły formację ataku jeszcze dwoma napastnikami – Ilijanem Micanskim oraz Michałem Smolarczykiem. Szczególnie pozyskanie Bułgara stanowiło sporą przeszkodę do gry w podstawowym składzie dla zawodnika Jagiellonii. Od pierwszego meczu rundy rewanżowej kampanii 2016/2017 to właśnie na Ilijana Micanskiego stawiał szkoleniowiec kielczan Maciej Bartoszek. Bułgar odwdzięczał się kolejnymi trafieniami i asystami, z każdym meczem umacniając pozycję w zespole. Aż do momentu odniesienia kontuzji.
Absencja Bułgara sprawiła, że Maciej Górski mógł bocznymi drzwiami wedrzeć się do pierwszego składu zespołu Macieja Bartoszka. Wbrew oczekiwaniom zawodnik nadal pełnił jednak głównie funkcję zmiennika. Podobnie jak w Białymstoku, z którego odszedł w poszukiwaniu regularnych występów. W tle rywalizacji napastników o miejsce w podstawowej jedenastce w Koronie Kielce zachodziły zmiany właścicielskie. Prywatny inwestor szybko wprowadzał roszady według własnego uznania. Po zakończeniu sezonu odeszło wielu zawodników oraz trener Maciej Bartoszek. W klubie pozostał jednak Maciej Górski.











