Maccabi Hajfa poinformowało w niedzielny wieczór, że mecze eliminacji do europejskich pucharów wkrótce rozegra na łódzkim stadionie im. Władysława Króla. Mówiono, że na obiekcie Widzewa ma z kolei grać Hapoel Beer Szewa. Przeciwko doniesieniom zaprotestowali kibice, sprawę skomentowało miasto. Czy to już koniec kontrowersji?
Przybysze z zagranicy?
Choć po zakończeniu sezonu ligowego oczy polskich kibiców zwróciły się w stronę rozgrywanego za naszą zachodnią granicą Euro, reprezentacyjne emocje zakłóciły kontrowersje rodem z Łodzi. Izraelskie Maccabi Hajfa poinformowało za pośrednictwem mediów społecznościowych, że mecze eliminacji do europejskich pucharów rozegra na obiekcie imienia W. Króla, użytkowanym na co dzień przez ekipę Łódzkiego Klubu Sportowego.
Komunikat szybko obiegł krajowe media, podgrzewając tym samym atmosferę dotychczas spokojnego niedzielnego popołudnia. Informowano również, że stadion Widzewa ma z kolei gościć drużynę Hapoelu Beer Szewa – w tym przypadku Izraelczycy nie uraczyli jednak opinii publicznej oficjalnym komunikatem.
Genezę łódzkich kontrowersji wywnioskować oczywiście nietrudno. W związku z trwającym w regionie konfliktem zbrojnym oba kluby są zmuszone rozgrywać pojedynki międzynarodowe poza granicami kraju. Wybór miał zatem paść właśnie na Polskę, a konkretnie na położoną w samym jej sercu Łódź.
Zdecydowany protest
Oddzielenie sportu od polityki jest oczywiście inicjatywą zasadną, jednak w praktyce niemal nierealną. Nie dziwi zatem, że błyskawicznie po wystosowaniu wspomnianego komunikatu w lokalnym (i nie tylko) środowisku rozgorzała płomienna dyskusja. I aby nazwać rzeczy po imieniu – kibice zaprotestowali niemalże jednogłośnie.
Dlaczego? Ano dlatego, że samo uczestnictwo drużyn z Izraela w rozgrywkach międzynarodowych jest podawane w wątpliwość. Szczególnie biorąc pod uwagę, że UEFA przecież wykluczyła zespoły z Rosji, podobnie postrzeganej przez większość społeczeństwa jako agresora w konflikcie zbrojnym.











