Szkoleniowiec Wisły Kraków, Robert Maaskant, posypał głowę popiołem. Holender przyznał, że na konferencji prasowej po meczu z Jagiellonią Białystok popełnił błąd, twierdząc, iż jego podopieczni doprowadzili do remisu w prawidłowy sposób.

Przypomnijmy, że wyrównujący gol dla Wisły Kraków padł w kontrowersyjnych okolicznościach. W 80. minucie po dośrodkowaniu Łukasza Garguły piłkę w kierunku bramki odbił Dudu Biton, a bramkarzowi „Jagi” w interwencji przeszkodził Kew Jaliens, przez co futbolówka wpadła do siatki.
– Nikt nikogo nie dotknął. Nie rozumiem, dlaczego były te protesty – powiedział po meczu Maaskant.
Po tych słowach na Holendra spadła duża fala krytyki. Z powtórek jasno wynikało bowiem, że Jaliens faulował Ptaka, a do błędu przyznał się nawet sędzia meczu, Adam Łyczmański. W takiej sytuacji Maaskant musiał wczoraj wrócić do swojej niefortunnej wypowiedzi.
– W czasie konferencji prasowej po meczu z Jagiellonią popełniłem błąd, mówiąc, że nie było faulu przy pierwszym golu dla nas. Widziałem tę sytuację szybko, przechodząc przez pokój. Potem obejrzałem tego gola na spokojnie i mogę powiedzieć, że oczywiście był tam faul Kewa – przyznał szkoleniowiec „Białej Gwiazdy”.











