Robert Maaskant uważa, że czerwona kartka dla Parejki ustawiła losy wczorajszego spotkania. Odnosząc się do tej sytuacji, holenderski szkoleniowiec zaznaczył, że karny nie powinien zostać odgwizdany.
– Muszę się odnieść do tego momentu i powiedzieć, że jestem rozczarowany kilkoma zawodnikami. Popełniliśmy błąd w defensywie. Ustawiliśmy pułapkę ofsajdową w momencie, kiedy nie powinniśmy tego robić. To była sytuacja, kiedy wszyscy byli na swoich pozycjach, a my łapaliśmy na spalonym zawodnika po zagraniu z 30 metrów. Daliśmy pretekst sędziemu do podyktowania karnego, chociaż moim zdaniem „jedenastki” nie było. Ten głupi błąd zadecydował o wyniku meczu – mówił Maaskant.

Czerwona kartka sprawiła, że boisko musiał opuścić nie tylko Parejko, ale i Melikson, za którego wszedł rezerwowy bramkarz Wisły, Jovanić. Zaś w całej kadrze meczowej nie znalazł się Kirm. Dlaczego?
– Daliśmy wolne Andrażowi, bo rozegrał w tym sezonie wiele spotkań, między innymi na mistrzostwach świata. Podobnie Maor – kiedy my mieliśmy przerwę w rozgrywkach, on jeszcze grał w Izraelu. Chciałem, żeby trochę odpoczął w drugiej połowie. Gdybyśmy nadal walczyli o tytuł, to prawdopodobnie nasza taktyka wyglądałaby inaczej – powiedział Holender.
Maaskant nie zamierza jednak załamywać rąk, gdyż porażka nie miała żadnego przełożenia na losy tytułu.
– Porażka nigdy nie jest łatwa. Ale muszę powiedzieć, że jest jednak trochę łatwiej to znieść, kiedy jest się mistrzem Polski – triumfował Maaskant.











