Nikt nic nie słyszał, nikt nic nie widział. Otoczka wokół sytuacji Asturyjczyka jest o tyle dziwna, że absolutnie całe hiszpańskie media utrzymują tę sprawę w tajemnicy. Jedyną do tej pory informacją na temat najpierw wycofania się z obowiązków selekcjonera, a teraz całkowitej rezygnacji jest powód decyzji: problemy osobiste. Co to oznacza dla reprezentacji Hiszpanii? Że traci ona klasowego trenera. Natomiast sam Luis Enrique… jest na dziwnym zakręcie swojej kariery.
„Lucho” swoją reprezentacyjną wędrówkę rozpoczął w lipcu zeszłego roku. Wówczas pozytywne opinie przeplatały się z zarzutami, że to człowiek zbyt konfliktowy jak na rolę selekcjonera. Z jednej strony te krytyczne głosy miały w sobie nutę wyolbrzymienia. Ale z drugiej wiedzieliśmy, że ów trener potrafił wejść w drogę nawet samemu Messiemu, co mówiło bardzo wiele. Zatem sternikiem „La Furia Roja” stał się ktoś, kto słowo „furia” ma w pewnym sensie we krwi. I patrząc również na inne kwestie, śmiało można powiedzieć, że Hiszpania otrzymała szkoleniowca w pełni oddającego jej ofensywne wartości. Para idealna?
Miało być tak pięknie…
To miała być „para idealna”. Kto znał charakter i metody pracy wyznawane przez „Lucho”, wiedział, że to postać nietuzinkowa zarówno na boisku, jak i ławce trenerskiej. I choćby na podstawie jego ostatnich osiągnięć z Barceloną można było odnieść wrażenie, że Asturyjczyk jest fachowcem wręcz stworzonym do przebywania wśród największych gwiazd. Nie pękał i potrafił wprowadzić równe zasady panujące wśród wszystkich. Przykład? Gdyby dzisiaj Luis Enrique był trenerem „Blaugrany”, Ousmane Dembele zapewne tułałby się po rezerwach za przejawy niesubordynacji i brak profesjonalizmu.
49-letni szkoleniowiec przejął stery nad hiszpańskim okrętem po krótkim panowaniu Fernando Hierro, który zmuszony był poprowadzić osieroconą Hiszpanię na mundialu. Osieroconą, bo po odejściu . Niestety mistrzostwa świata w Rosji w wykonaniu „La Furia Roja” nie nasyciły jak zawsze wysokich oczekiwań Hiszpanów. Dlatego też Luis Enrique mógł przeprowadzić otwarcie własnego autorstwa bez żadnej presji. Zastał atmosferę porażki, ale ją udało się zamazać dosyć szybko, bo jeszcze we wrześniowych rozgrywkach Ligi Narodów. Co ważne, nie tylko wynikiem!











