LPL: Bend it like Beckham


Chris Waddle, skądinąd świetny swego czasu angielski skrzydłowy o nieprzeciętnym dryblingu i makabrycznej fryzurze, postanowił wlać łyżkę dziegciu w beczkę medialnego miodu, który wypłynął szerokim strumieniem wraz z obwieszczeniem przez Davida Beckhama decyzji o przejściu na sportową emeryturę. Waddle stwierdził bowiem, iż „Becks” nie zalicza się nawet do pierwszego tysiąca najlepszych graczy w historii Premier League. Dał tym samym wyraz tego, co myśli wielu – iż szum wokół sportowego aspektu kariery Davida jest mocno wyolbrzymiony. Czy słusznie?


Udostępnij na Udostępnij na

Sposoby postrzegania Davida Beckhama są tak liczne jak podpisywane przez niego kontrakty reklamowe. Z jednej strony mamy angielskiego piłkarza – świetnego? Dobrego? Dojdziemy jeszcze do tego. Mamy wieloletniego kapitana angielskiej kadry, złote dziecko Premier League z prawą stopą wartą co najmniej pół Buckingham Palace. Z drugiej strony natomiast mamy do czynienia z prekursorem medialności wśród piłkarzy, celebrytą i modelem, zmieniającym co chwilę fryzury i niestroniącym od pozowania dla gejowskich magazynów.

David Beckham
David Beckham (fot. Psg.fr)

Beckham idol przeszedł tak wiele granic, złamał tak wiele kanonów, że trudno mówić o nim wyłącznie jako o piłkarzu. „Becks” stał się przyczynkiem pewnej rewolucji w angielskiej piłce, dotąd zarezerwowanej dla wąsatych brutali pokroju Sounessa czy zakapiorów z wiecznie rozwaloną głową jak Terry Butcher. David przeniósł piłkę nożną z topornych muraw do salonów piękności i domów mody, zmieniając całkowicie obraz gracza z Wysp. Wybite zęby zastąpił hollywoodzki uśmiech, a dresy i dziwaczne fryzury – wystylizowane ciuchy i uczesanie od mistrzów fryzjerstwa.

David Beckham stał się uosobieniem metroseksualności, tworu wpasowującego się w klimat zeszłej dekady. Mężczyźni zaczynali przejmować się tym, jak wyglądają, a twarzą wyhaftowaną na fladze tego rewolucyjnego ruchu okazał się właśnie David. Reklamował modne ciuchy, chodził na pokazy mody, zaczął bywać w kolorowej prasie – to właśnie od jego związku, a później małżeństwa, z piosenkarką Victorią Adams rozpoczął się na Wyspach kult celebrytów, w dzisiejszej dobie powszechnie panujący. Wracając do Davida, stał się on trendsetterem, wyznacznikiem stylu. Wiadomo było, iż jeśli coś nosi Beckham, to na pewno będzie to hitem i musi to być w dobrym guście.

Umówmy się – Victoria Adams wybitną wokalistką nigdy nie była, ale to właśnie ona wywindowała w górę medialność Davida, a później role się odwróciły. Na początku ich znajomości to właśnie ona była lokomotywą napędzająca ich związek, z czasem jednak pani Beckham odeszła w cień, a gwiazda Davida rozbłysła na nieboskłonie z nigdy wcześniej niespotykanym blaskiem. Mąż Victorii stał się twarzą światowych gigantów, takich jak Pepsi czy Adidas. To właśnie z niemiecką firmą David ma dożywotnią umowę, to jej produkty od lat promuje, zarówno te czysto piłkarskie, jak i te szeroko rozumiane jako lajfstajlowe.

Beckham, LA Galaxy
Beckham, LA Galaxy (fot. Skysports.com)

Dekadę temu Anglik osiągnął popularność, do której wydaje się nigdy nie zbliżą się ani Ronaldo, ani Messi. „Becks” był pierwszym sportowym celebrytą, jako pierwszy mężczyzna w historii umieszczony został na okładkach pism wyłącznie dla kobiet, na jego punkcie zwariowała także Azja. Podczas mundialu w 2002 roku jego fryzura zwana mohawkiem – czyli irokezem – zawładnęła wyobraźnią Azjatów i reszty świata. Każdy strzygł się na „Becksa” i tlenił włosy na blond. W ogóle wszystko, co robił David, miało swój głęboko przemyślany marketingowy podtekst, nastawiony na zysk i popularność. Kiedy golił głowę na łyso, robił to pod czujnym okiem fotoreporterów oraz w najdroższym salonie fryzjerskim w Anglii. Migawki pokazywano nawet w polskim „Teleexpressie”. Genialnym pomysłem państwa Beckhamów był fakt, iż z własnego małżeństwa uczynili dochodowy interes, tworząc ze swojego nazwiska globalna markę.

Polub Bloody Football! na Facebooku

Oczywiście znalazło to zarówno rzeszę wyznawców, jak i krytyków. Zarzucało się im – i nadal zarzuca – biznesowe małżeństwo z rozsądku, toczące się non stop przy blaskach fleszy, pozbawione realnych problemów oraz ociekające fałszem i sztucznością. Może i jest w tym ziarenko prawdy, pozostaje jednak w dalszym ciągu fakt niepodważalny – nieustająca, a kiedyś niebotyczna wręcz popularność Davida. Skąd się ona wzięła? Sprawa jest prosta. Beckham, oczywiście na tyle, na ile się da, pozostał sobą. To typowy angielski chłopak z Londynu, mówiący cockneyem i z natury nieśmiały. Właśnie ten fakt podkreślają wszyscy, którzy poznali Davida – pomimo niezliczonych tytułów najseksowniejszego mężczyzny świata czy setek milionów na koncie pozostał on sobą. A kim jest?

Tutaj w końcu dochodzimy do sedna sprawy, które legitymizuje ten tekst jako futbolowy, a nie typowo pudelkowo-plotkarski. David Beckham jest – a właściwie był – przede wszystkim piłkarzem. I to bardzo utytułowanym. W ciągu swojej kariery zawodniczej zdobywał mistrzostwo w czterech różnych krajach, a w kadrze Anglii rozegrał aż 115 meczów. Oczywiście jest także wzorowym ojcem, bieliźnianym modelem i prekursorem dziesiątek fryzur, ale zapamiętamy go jednak z innych powodów – „Becks” był po prostu świetnym graczem. Oponenci Anglika zarzucają mu zbytnią medialność i to właściwie tylko dzięki niej nie rozpatrujemy dzisiaj kandydatury Davida do tytułu piłkarza wybitnego, a jedynie bardzo dobrego. Dlaczego?

David Beckham
David Beckham (fot. Skysports.com)

Z dzisiejszego punktu widzenia, mogąc przyjrzeć się już przekrojowo całej karierze Anglika, możemy śmiało stwierdzić, iż walory pozwalające Davidowi być genialnym piłkarzem w Anglii dały mu możliwość być jedynie dobrym graczem gdzie indziej. Globalny zasięg marki Beckham, otwierający wszelkie drzwi w futbolowym świecie, stał się paradoksalnie biczem na samego piłkarza. Skrzydłowy jest wychowankiem Manchesteru United i to właśnie w nim powinien był spędzić całą karierę. Wszyscy pamiętamy sprawę buta kopniętego w czoło Davida, możemy więc mniemać, iż decyzja o sprzedaży Beckhama do Realu podjęta została przez pewnego Szkota, a nie samego piłkarza. Sir Alex nie mógł ponoć znieść, iż Beckham stał się w pewnym momencie bardziej popularny i większy niż sam klub z Manchesteru.

To było już za wiele dla szkockiego menedżera, wyznającego socjalistyczne ideały skromności i pracy, nierozumiejącego kultu błyskotek, celebrytów i mediów. Z perspektywy czasu wydaje się, że to nie David odszedł z Old Trafford, ale zwyczajnie sprzedano go na polecenie sir Aleksa. Taką wersję potwierdzał zresztą nieraz sam piłkarz. Jak na warunki brytyjskie „Becks” był jednak gigantem. Wybiegany, żylasty, waleczny. Genialnie bite rzuty wolny, dośrodkowania, crossowe podania na 60 metrów – dla Davida była to codzienność.  W Hiszpanii już jednak tak nie błyszczał. Tam preferuje się inny typ skrzydłowych – malutkich, najlepiej z bajecznym dryblingiem. Typowo angielski styl gry Davida stał się w pewnym momencie jego przekleństwem i był to właściwie początek długiego końca. Anglik był stworzony do gry w Premier League i w żadnej lidze nie błyszczał już tak jak na Old Trafford. Czy gdyby ego Fergusona było mniejsze, byłby dzisiaj takim samym symbolem United jak Giggs? Ośmielę się stwierdzić, że tak.

Przyznaję bez kozery, iż wychowałem się na Beckhamie. Nie na medialnej wrzawie wokół niego, nie na jego kucykach czy dziwacznych imionach nadawanych dzieciom. Z radością na ustach przypominam sobie jego bramki, fantastyczne asysty i podania, jego waleczność, chorobliwy wręcz profesjonalizm, którego od Davida mogliby się uczyć polscy piłkarze. „Becks” dochodzi powoli do 40-tki, a poziom tkanki tłuszczowej ma tak samo niski jak przed 20-stoma laty. Zawsze pierwszy na siłowni, pierwszy na treningu. Ów profesjonalizm i pasja zadają właśnie kłam tym, którzy od lat dewaluują jego obraz fantastycznego gracza. Wszyscy eksperci powtarzają, iż David był profesjonalistą, jakich mało, i pomimo całego tego szumu, pieniędzy i sławy najbardziej zawsze kochał samą piłkę nożną i to jej był najbardziej oddany. Odchodzi piłkarz świetny, a jak na warunki angielskie wręcz wielki, legenda swojego pokolenia. A słowa Waddle’a? Chris, ty zazdrośniku.

Artykuł ukazał się także na Bloody Football! Bliog

Komentarze
~Riddler (gość) - 13 lat temu

Swietna puenta :) a co do Beckhama, w jego
autobiografii jest opisane, ze gdy jeszcze byl w
United to bedac na wakacjach zobaczyl wywiad, w
ktorym SAF potwierdzil, ze negocjuja transfer
Beckhama do Barcelony i to bardzo nie spodobalo sie
pilkarzowi. A pilkarzem byl swietnym, i jak
podkreslal autor, niesamowicie profesjonalnym.

~Juan Mata (gość) - 13 lat temu

Przystojniaczek :)

~Juan Mata (gość) - 13 lat temu

to nie ja pisałem tego ,,przystojniaczek,, ktoś
się pode mnie podszywać

~Mundry (gość) - 13 lat temu

A jakiego ma smacznego penisa.
Mmmmm.

~Football Media (gość) - 13 lat temu

Tekst wybrany HITEM DNIA na profilu Football Media.
https://www.facebook.com/FootballmediaPL?ref=hl

Najnowsze