21 września w Miedznej o 10:00 rozpoczęły się turnieje półfinałowe w ramach Ligi Małych Mistrzów. O wyjazd na wielki finał walczyli gospodarze, UKS Miedzanka, Szkoła Podstawowa nr 10 z Ostrołęki, UKS Sokolik Adamów oraz Zespół Szkół w Łomazach.
Jeszcze przed rozpoczęciem tego turnieju na nieznacznego faworyta wyrośli zawodnicy z Miedznej, którzy bez większych problemów wygrali finały wojewódzkie.
Na inaugurację turnieju zmierzyły się drużyny z Ostrołęki i Adamowa, które zafundowały kibicom wiele emocji. Wraz z pierwszym gwizdkiem do ataku rzucili się gospodarze tego spotkania, którzy stopniowo spychali przeciwników do coraz bardziej zaciekłej defensywy. Niepewność i brak zrozumienia wśród zawodników sprawiły, że doszło do kuriozalnych błędów, z których padły pierwsze bramki. Mimo straty dwóch goli, goście nie rezygnowali z walki o punkty. Kilka ładnych akcji poważnie zagroziło bramce rywala. Niestety moment nieuważnej gry w obronie i piłkarze z Ostrołęki prowadzili już 3:0.

Po zmianie stron goście wyraźnie zaatakowali, czego efektem było zdobycie gola. Mimo wielkich chęci i starań zawodników z Adamowa, to piłkarze z Ostrołęki byli w tym spotkaniu lepsi. Zdobywając jeszcze jednego gola, ostatecznie wygrali 4:1.
– Pierwsza połowa zadecydowała o dalszym przebiegu spotkania. Moi zawodnicy popełnili dwa błędy, których efektem była utrata dwóch bramek. W drugiej połowie zagraliśmy lepiej bo udało nam się strzelić gola. Ale cóż, tak się skończyło, jak się skończyło – powiedział trener UKS Sokolik Adamów, Gabriel Sawicki.

W drugim dzisiejszym pojedynku, naprzeciwko siebie stanęli gospodarze turnieju, UKS Miedzanka, i drużyna z Łomaz. Kibice zgromadzeni na boisku wierzyli, że ich ulubieńcy poradzą sobie z przyjezdnymi. Niestety, od początku spotkania to piłkarze z Podlasia dyktowali tempo gry. Mimo kilku bardzo ładnych akcji przeprowadzonych przez miedznakowców, to rywale trafiali do siatki. Trzy bramki zdobyte przez podopiecznych Ireneusza Korszenia sprawiły, że po pierwszej kolejce drużyna z Łomaz znajdowała się na wysokim, drugim miejscu.
Swoboda, z jaką piłkarze zdobywali bramki w pierwszych meczach turnieju, kazała przypuszczać, że tego dnia zobaczyli wiele goli. I tak też się stało.













