Do ostatniej sekundy trwały emocje w najciekawszym piątkowym meczu na zapleczu ekstraklasy. ŁKS w doliczonym czasie gry przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść i pokonał Podbeskidzie 2:1. Łodzianie umocnili się na pozycji lidera Fortuna 1. Ligi i są na dobrej drodze, by powrócić do krajowej elity.
Piątkowe spotkanie miało dać odpowiedź na pytanie, czy podopieczni Kazimierza Moskala złapali tylko chwilowy spadek formy. W dwóch ostatnich ligowych meczach rozgrywanych na wyjeździe ełkaesiacy przywieźli tylko dwa oczka. Chociaż rywale nie należeli do najłatwiejszych (dobrze punktujący Górnik Łęczna i będący na fali Bruk Bet), to dorobek ten przyjęto z lekkim rozczarowaniem. Ełkaesiacy źli byli zwłaszcza ze straty punktów w Niecieczy. Starcie z Podbeskidziem miało zatem pomóc „Biało-czerwono-białym” powrócić na właściwe tory.
Sędziowski spisek czy niefrasobliwość w defensywie ŁKS-u?
Przed meczem sporo mówiło się o kontrowersjach wokół rzutów karnych dyktowanych przeciwko ŁKS-owi w ostatnich kolejkach. W dziewięciu tegorocznych spotkaniach z udziałem „Rycerzy Wiosny” odgwizdano aż osiem jedenastek dla drużyn mierzących się z liderem Fortuna 1. Ligi. Co więcej, większość z tych decyzji została podjęta po konsultacji arbitrów z zespołem VAR. To wszystko sprawiło, że w środowisku kibicowskim ŁKS-u zaczęto mówić o rzekomej zmowie sędziowskiej przeciwko łódzkiemu klubowi. Neutralni obserwatorzy pierwszoligowych zmagań zwracali z kolei uwagę, że kolejne rzuty karne to efekt wyjątkowej niefrasobliwości w szeregach obronnych łodzian.
Co pomyślałem, gdy arbiter podejmował decyzję o podyktowaniu jedenastki? Neverending story… Kiedy zaczyna się sprawdzanie i czekanie na decyzję VAR, to już zwiastuje kłopoty. Trener Kazimierz Moskal o rzucie karnym w meczu z Podbeskidziem.
Zwolennicy teorii spiskowej mogli utwierdzić się w swoim przekonaniu już na początku drugiej połowy wczorajszego spotkania. Prowadzenie w meczu objęło bowiem Podbeskidzie, a goście zdobyli bramkę – a jakżeby inaczej – po rzucie karnym podyktowanym przeciwko gospodarzom. Zanim sędzia Damian Kos wskazał jednak na wapno, dokonał weryfikacji spornej sytuacji. W opinii arbitra przewinienia dopuścił się Pirulo, który zablokował ręką strzał jednego z zawodników Podbeskidzia. Decyzja arbitra wywołała falę gwizdów ze strony łódzkiej publiczności, a poirytowany Hiszpan przez dłuższy moment z niedowierzaniem kręcił głową.
Ta ostatnia minuta…
ŁKS po raz kolejny w tym sezonie pokazał jednak, że walczy do końca. Łodzianie po utracie gola rzucili się do huraganowych ataków i po kwadransie doprowadzili do wyrównania. Ełkaesiacy nie poprzestali na tym i dopięli swego w doliczonym czasie gry. W zamieszaniu podbramkowym ostatecznie piłkę do własnej bramki skierował Rodriguez. Powtórzyła się zatem historia z 12 marca. Właśnie wtedy w bliźniaczych okolicznościach „Biało-czerwono-biali” wyszarpali zwycięstwo nad Stalą Rzeszów. Te punkty w końcowym rozrachunku mogą mieć kolosalne znaczenie.











