Nie ma już w Premier League drużyny z kompletem zwycięstw. Po pasjonującym meczu Swansea zatrzymała Liverpool. Mecz skończył się remisem 2:2, a te 90 minut to była prawdziwa huśtawka nastrojów dla Jonjo Shelveya, który miał udział przy wszystkich golach!
Ci, którzy spóźnili się choć chwilę na trybuny Liberty Stadium lub przed telewizory, zapewne plują sobie w brodę do teraz. Nie minęły dwie minuty, a gospodarze prowadzili. Zaczęło się od zbyt słabego wybicia piłki przez obrońców Liverpoolu. Z powietrza chciał strzelać Shelvey, ale skiksował. To jednak go nie zraziło, a wręcz mu pomogło, bo nieudany strzał zamienił się w dobre przyjęcie. Pomocnik zabrał się z futbolówką, uderzył na bramkę, ale został zablokowany przez Skrtela. Poprawka była jednak perfekcyjna i Mignolet skapitulował w tym sezonie po raz pierwszy.

Kilkadziesiąt sekund później młody piłkarz chyba jeszcze rozmyślał o tym, że właśnie strzelił gola swojej byłej drużynie. W zupełnie niegroźnej sytuacji chciał bowiem wycofać piłkę do swojego bramkarza, ale zrobił to tak nieudolnie, że świetnie wyłożył futbolówkę… Danielowi Sturridge’owi. Anglik wymarzonego prezentu nie zmarnował i doprowadził do wyrównania.
Ten gol bardzo ożywił gości, którzy mocno przycisnęli. Piłkarze Swansea byli w defensywie. Po dobrej wymianie piłki z Hendersonem szczęścia próbował Coutinho, ale bez trudu obronił Vorm. W odpowiedzi Mignolet ze sporymi problemami poradził sobie ze strzałem Bony’ego. W 17. minucie Sturridge spróbował solowej akcji zakończonej strzałem, lecz piłka przeleciała nad poprzeczką. Dziesięć minut później Moses na lewym skrzydle w pięknym stylu ograł dwóch rywali i dośrodkował na długi słupek, wprost na głowę Sturridge’a. Anglik główkował jednak zbyt lekko i Vorm zdołał nogą odbić jego strzał.
Z drugiej strony szybka wymiana podań między Bonym a Michu zakończyła się uderzeniem tego pierwszego, z którym bez trudu poradził sobie Mignolet. W 36. minucie gospodarze wyprowadzali piłkę ze swojej połowy. Shelvey podał ją jednak wprost pod nogi Mosesa. Angielski skrzydłowy popędził w stronę bramki rywali, ograł jednego z obrońców i mocnym strzałem nie dał szans Vormowi. 2:1 i druga tego wieczoru asysta Shelveya, który chyba zapomniał, że dzisiaj gra z „Białymi”, a nie „Czerwonymi”. Pięć minut później mógł być remis. Mocny strzał Dyera Mignoleta odbił przed siebie. Do dobitki popędził Bony, ale w ostatniej chwili uprzedził go Skrtel i nic z tej akcji nie wyszło. Chwilę potem sędzia zakończył pierwszą połowę.
Na drugą nie wyszedł już Dyer, zastąpił go Jonathan de Guzman. Pierwsze dziesięć minut po przerwie obfitowało w walkę na środku pola. Dopiero po tym czasie wysilić musiał się bramkarz. Padło na Vorma, który świetnie obronił strzał Wisdoma. Na boisku było jednak coraz mniej ładnej gry, a więcej fauli i żółtych kartek. Sędzia w kilka minut pokazał ich aż cztery. Tak było do 64. minuty. Wtedy to piękną akcję przeprowadzili gospodarze. Po szybkiej wymianie piłki i długim zagraniu w pole karne futbolówkę głową strącił nie kto inny, jak Shelvey, a akcję pewnie wykończył Michu.











