Gracze Kenny’ego Dalglisha ponieśli dziesiątą porażkę w sezonie i drugą, jeśli licząc mecze przed własną publicznością. W ramach 30. kolejki „The Reds” przegrali z Wigan Athletic, które walczy o utrzymanie. Mecz zakończył się wynikiem 1:2.
Pierwszą porażkę, również 1:2, na Anfield Road Liverpool poniósł na początku marca w meczu z Arsenalem Londyn. Wtedy obydwa gole zdobył Robin van Persie. Bramkę na wagę zwycięstwa Holender strzelił w doliczonym czasie gry. Bramkę dla gospodarzy zdobył Koscielny, który posłał piłkę do własnej siatki w 23. minucie.
Historia powtórzyła się w sobotę. Tym razem to jednak goście jako pierwsi wyszli na prowadzenie. Gola z rzutu karnego zdobył Maloney w 30. minucie. Niedługo po wznowieniu gry nadzieje Liverpoolu obudził Suarez, strzelając gola w 48. minucie. Jednak dokładnie po kwadransie znowu gola strzelili podopieczni Roberto Martineza. Tym razem na listę strzelców wpisał się Gary Caldwell i była to ostatnia bramka, jaką tego wieczoru mogli oglądać kibice na Anfield Road.
Liverpool FC utrzymał swoją siódmą pozycję w tabeli, ale goniącemu Sunderlandowi brakują do „The Reds” już tylko dwa punkty. Gracze Kenny’ego Dalglisha spisują się ostatnimi czasy bardzo słabo. W ostatnich sześciu meczach piłkarze z miasta Beatlesów przegrali aż pięć spotkań, czyli 50% wszystkich porażek w tym sezonie.










