W ostatnim spotkaniu drugiej kolejki angielskiej Premier League Liverpool FC zremisował z Manchesterem City 2:2. Bramki dla gospodarzy strzelali Martin Skrtel i Luis Suarez, a dla gości Yaya Toure i Carlos Tevez. Wygranej „The Reds” pozbawił karygodnym zagraniem strzelec pierwszego gola Skrtel, który wypuścił sam na sam z własnym bramkarzem Teveza, a ten nie miał problemów z pokonaniem Jose Reiny.
Po fatalnej inauguracji z West Bromwich Albion opiekun Liverpoolu, Brendan Rodgers, zdecydował się na zaledwie dwie zmiany w składzie – przymusowo pauzującego Daniela Aggera na środku obrony zastąpił Urugwajczyk Sebastian Coates, a w miejsce mocno wyśmiewanego Stewarta Downinga na murawie zameldował się zaledwie 17-letni Raheem Sterling. Z kolei Roberto Mancini, po wymęczonym zwycięstwie z Southampton, postanowił wymienić aż pięciu piłkarzy z podstawowego składu – o ile absencja Sergio Aguero jest podyktowana kontuzją, a Gaela Clichy’ego jest związana z narodzinami dziecka, o tyle brak w składzie Davida Silvy, Joleona Lescotta i przede wszystkim Jacka Rodwella należy rozpatrywać jako pokłosie przeciętnej postawy w potyczce ze „Świętymi”.

Przez pierwsze kilkanaście minut gra toczyła się głównie w środku boiska, a obie drużyny starały się wybadać na co stać przeciwnika. Pierwsi zaatakowali gospodarze. Po kapitalnej centrze Sterlinga pozycję do strzału, mimo asysty Pablo Zabalety, wypracował sobie Fabio Borini, ale piłka o centymetry minęła bramkę Joe Harta. Na odpowiedź City nie trzeba było długo czekać. Już po niespełna 60 sekundach genialnym prostopadłym podaniem popisał się jeden z bohaterów premierowego spotkania, Samir Nasri. Wypuszczony w uliczkę Carlos Tevez minął Pepe Reinę i z niemal zerowego kąta starał się umieścić piłkę w siatce. Futbolówka potoczyła się po linii i odbiwszy się od słupka, wyszła w pole.
Od mniej więcej 25. minuty zarysowywała się coraz większa przewaga „The Reds”. W środku pola niepodzielnie panowali gospodarze, co jest dość osobliwie i niespodziewane, zważywszy na fakt, że w pomocy City grają tacy piłkarze jak Yaya Toure czy wspomniany Nasri. Świetne zawody rozgrywała legenda Liverpoolu, Steven Gerrard, któremu dzielnie sekundowali Joe Allen i Jonjo Shelvey.
W 33. minucie na centrę z prawej strony boiska zdecydował się właśnie Gerrard, a ofiarnie interweniujący Kompany o mały włos nie zaskoczyłby własnego bramkarza – Joe Hart z największym trudem wybił piłkę na rzut rożny. Do wykonania stałego fragmentu gry zabrał się Gerrard. Wstrzelił futbolówkę na przedpole bramki City, a tam najwyżej skoczył Martin Skrtel, atomowym strzałem głową zapewniając prowadzenie „The Reds”. Brzemienną w skutkach pomyłkę przy kryciu Słowaka popełnił Pablo Zabaleta.












