W pierwszy dzień Nowego Roku Liverpool rzutem na taśmę ratuje zwycięstwo w meczu z Boltonem. Natomiast Everton nie miał tyle szczęścia w spotkaniu ze Stoke City i przegrywa po bramkach Kenwyne Jonesa i samobójczym trafieniu Jagielki.
Stoke City – Everton
Początek spotkania mógł sugerować, iż to będzie ciekawy mecz. Żywe tempo, a także ofensywna gra obu drużyn wskazywały, że w tym meczu na pewno zobaczymy bramki.
W 10. minucie ładną kontrę przeprowadzili piłkarze Evertonu, ale strzał Pienaara pewnie wyłapał Begović. Chwilę później podobną akcję można było oglądać pod bramką gości. W 20. minucie znów groźnie zrobiło w polu karnym przyjezdnych. Dużo szczęścia w tej sytuacji miał bramkarz Stoke, którego strzałem próbował zaskoczyć Distin. Dwie minuty później na prowadzenie wyszło Stoke. Z lewej strony Matthew Etherington dograł na głowę Kenwyne Jonesa, który mocnym strzałem pokonał Tima Howarda. Po straconym golu „The Toffees” usilnie próbowali doprowadzić do wyrównania, mając ku temu świetnie okazje, które notorycznie marnowali.
Druga odsłona spotkania rozczarowała kibiców zgromadzonych na Britannia Stadium. Obraz gry całkowicie zmienił się od tego, oglądanego w pierwszej połowie. Piłkarze obu drużyn nie stwarzali sobie zbyt wielu okazji na zdobycie bramki. Jedyny gol w tej części meczu padł po niefortunnej interwencji Phila Jagielki. Obrońca Evertonu z pięciu metrów pokonał własnego bramkarza.
Liverpool – Bolton
Mecz rozpoczął chaotyczną grą w wykonaniu obu zespołów. Gorąco na boisku zrobiło się dopiero w 18. minucie, kiedy to Maxi Rodriguez zmarnował okazję na objęcie prowadzenia. Jego strzał na bramkę Jaaskelainena w ostatniej chwili z linii bramkowej wybił Matthew Taylor. Kolejna doskonała sytuacja dla gospodarzy przyszła w 32. minucie. Kuyt dośrodkował w pole karne na głowę Maxiego, ale piłka po jego uderzeniu zatrzymała się na poprzeczce.
Pomimo iż to „The Reds” byli zespołem częściej atakującym i lepszym na boisku, pierwsi bramkę zdobyli piłkarze Boltonu. Z rzutu wolnego dośrodkował Matthew Taylor, najwyżej do piłki wyskoczył Kevin Davies, który mocnym strzałem z głowy pokonał Pepe Reinę. Chwilę później na Anfield Road mógł być remis, ale Lucas nie trafił do bramki z czterech metrów.
Drugą połowę Liverpool rozpoczął bez dopingu kibiców, którzy mieli powody do niezadowolenia. Musiało to podziałać motywująco na piłkarzy, gdyż chwilę później Gerrard przeprowadził doskonałą akcję, a Fernando Torres zakończył ją przepięknym golem. Hiszpan najwyraźniej się rozkręcił, gdyż chwilę później popisał się świetnym uderzeniem, które minimalnie minęło bramkę Jaaskelainena.
Po efektownie zaczętej drugiej połowie, tempo spotkania trochę opadło. Dopiero piętnaście minut przed końcem duet Torres – Gerrard kolejny raz przeprowadził akcję niemal identyczną do tej zakończonej bramką, jednak tym razem wykończenie „El Nino” było mniej precyzyjne. Mało aktywni goście w drugiej połowie dali o sobie znać w 79. minucie. Przeprowadzili szybką kontrę zakończoną strzałem Marka Davisa, z którym niemały problem miał Pepe Reina.










