Za nami już pięć spotkań 1. kolejki angielskiej Premiership. W najciekawszym meczu Liverpool zremisował z Sunderlandem 1:1. Queens Park Rangers doznało bolesnej porażki na własnym stadionie, ulegając Boltonowi aż 4:0.
Liverpool – Sunderland 1:1
Najciekawiej z pięciu spotkań rozgrywanych o godzinie 16:00 zapowiadało się starcie Liverpoolu z Sunderlandem. W barwach „The Reds” zagrali były zawodnik „Czarnych Kotów”, Jordan Henderson, Charlie Adam oraz pozyskany niedawno Jose Enruqie. W ekipie Steve’a Bruce’a debiut w nowych barwach zaliczyli Sebastian Larsson oraz Wes Brown. Wynik spotkania już w 12. minucie otworzył po podaniu Charliego Adama niezawodny Luis Suarez. Do przerwy wynik nie uległ zmianie. W 57. minucie Sebastian Larsson pokonał Pepe Reinę, wyrównując stan meczu. Do końca spotkania, kibice zgromadzeni na Anfield Road nie zobaczyli więcej bramek i obie drużyny musiały podzielić się punktami.
Queens Park Rangers – Bolton 0:4.

QPR fatalnie rozpoczął swoją przygodę z Premiership, ulegając na własnym stadionie Boltonowi aż 0:4. Strzelanie na Loftus Road rozpoczął Gary Cahill w ostatniej minucie pierwszej połowy. Przy drugiej bramce napastników „Kłusaków” wyręczył Gabbidon, który pokonał własnego bramkarza w 67. minucie spotkania. Trzy minuty później wynik na 0:3 podwyższył Ivan Klasnić. Chorwacki napastnik asystował przy ostatniej bramce, podając Fabricowi Muambie, który ustalił wynik spotkania na 0:4. Beniaminek Premiership już w pierwszej kolejce przekonał się, jak trudno będzie się utrzymać i uniknąć powrotu do Championship.
Wigan – Norwich 1:1
Drugi z beniaminków, Norwich City, poradził sobie nieco lepiej niż londyński zespół i zremisował z Wigan 1:1. W 21. minucie Ben Watson po rzucie karnym dał Wigan prowadzenie. Jednak Norwich City pokazało, że potrafi grać do końca i jeszcze przed gwizdkiem sędziego, kończącym pierwszą połowę, zdołali wyrównać za sprawą Wesleya Hoolohana. W drugiej połowie nie zobaczyliśmy już więcej bramek i spotkanie zakończyło się podziałem punktów.
Blackburn – Wolverhampton 1:2
Blackburn wierzyło, że na własnym stadionie uda im się pokonał Wolverhampton. Tę wiarę jeszcze bardziej podsycił Mauro Formica, zdobywając w 20. minucie bramkę i wyprowadzając „Rovers” na prowadzenie. Radość gospodarzy nie trwała jednak zbyt długo, gdyż dwie minuty później za sprawą Stevena Fletchera zrobiło się 1:1. Taki stan meczu utrzymał się do końca pierwszej połowy. Już na początku drugiej części spotkania „Wilki” zaatakowały z impetem i w 47. minucie Stephen Ward pokonał Paula Robinsona. Podopieczni Steve’a Keana nie zdołali odmienić losów spotkania i musieli się pogodzić z bolesną porażką.











