Sensacyjnym rezultatem zakończył się mecz na Fratton Park, gdzie ostatnia w tabeli drużyna Portsmouth pokonała Liverpool aż 2:0. Autorami goli dla gospodarzy zostali Nadir Belhadj i Frederic Piquionne.
Spotkanie na Fratton Park między „czerwoną latarnią” ligi – drużyną Portsmouth – a zawodzącym w tym sezonie Liverpoolem, mogło zapisać się w historii tego sezonu. Dlaczego? Otóż, pierwsze trafienie tej kolejki miało zarazem być golem numer pięćset obecnych rozgrywek Premiership. Ostatnia w tabeli ekipa z Portsmouth przegrała dotychczas cztery ze swoich sześciu spotkań przed własną publicznością. Goście z kolei ostatnio przerwali słabą passę na wyjazdach, pokonując Everton na Goodison Park i remisując bezbramkowo z Blackburn na Ewood Park.
To jednak wszystko statystyka, a rozstrzygnięcia musiały zapaść na murawie Fratton Park. Mecz rozpoczął się od nieporadnych ataków zarówno z jednej, jak i drugiej strony. W pierwszym kwadransie niewiele wskazywało na to, że możemy się szybko doczekać bramki pięćsetnej bramki obecnego sezonu Premiership. Niewielką przewagę w posiadaniu piłki mieli „The Reds”, ale w żaden sposób nie przekładało się to na sytuacje bramkowe graczy Rafy Beniteza. Gra toczyła się przeważnie w środku pola, a w swoich polach karnych nudzili się Asmir Begović i Jose Reina, którzy przez pierwsze pół godziny nie mieli nic do roboty.
Pierwsze poważne zagrożenie podbramkowe stworzyli gracze Portsmouth i od razu zamienili je na bramkę. Jose Reinę, strzałem z najbliższej odległości, pokonał Nadir Belhadj, tym samym zostając autorem gola numer pięćset w obecnych rozgrywkach angielskiej ekstraklasy. Sytuację „The Reds” pogorszył jeszcze Javier Mascherano, który w 44. minucie wyleciał z boiska za brutalny faul na Ben-Haimie.
Na przerwę gracze Portsmouth schodzili więc z jednobramkowym prowadzeniem i przewagą zawodnika. Wszystko zapowiadało, że „The Pompeys” mogą odnieść bardzo cenne zwycięstwo.
Rafa Benitez chciał zmienić obraz gry, wprowadzając na boisko – chwilę po przerwie – ofensywnie usposobionego Benayouna, który zmienił zdecydowanie bardziej defensywnie grającego Dossenę. Liverpool atakował coraz zacieklej, ale efektem tego było kilka żółtych kartek, a na tablicy świetlnej wciąż widniał wynik 1:0 dla gospodarzy.
Kolejne ataki „The Reds” nie przynosiły efektu i wtedy drugi cios zadali gospodarze. W 82. minucie kibiców zgromadzonych na Fratton Park uradował Piquionne, który wykorzystał dobre podanie Boatenga.
Do końcowego gwizdka arbitra obraz gry nie uległ już zmianie i Portsmouth sensacyjnie ograło Liverpool 2:0. Kolejna wpadka Rafy Beniteza i ciekawe, jak długo jeszcze będą one tolerowane przez amerykańskich właścicieli „The Reds”.










