„The Reds” nie najlepiej zaprezentował się na Britannia Stadium i dalej spisuje się poniżej oczekiwań. Po przegranej 2:0 ze Stoke City zajmują jedenaste miejsce w ligowej tabeli.
Liverpool po wygranej z Chelsea narobił swoim kibicom apetytu na lepszą grę, a także – co najważniejsze – walkę o wyższe lokaty w tabeli. Tymczasem kolejny mecz z Wigan tylko zremisował. Piłkarze The Reds” obiecywali, że tym razem będzie lepiej i powalczą o komplet punktów. Stoke łatwo punktów nie chciał oddać tym bardziej, że od 26 lat nie przegrał z przyjezdnymi na własnym terenie.

Pierwsza akcja w meczu należała do Stoke. Po strzale Shawcrossa świetnie obronił Reina, który uratował Liverpool przed utratą bramki. Chwilę później, kolejna akcja Stoke, tym razem chybił Jones. „The Reds” wypadał w meczu bardzo blado na tle gospodarzy, trudno było wejść im na pole rywala, a tym bardziej zawiązać jakąś groźną akcję. Tymczasem Stoke miał kolejne okazje w meczu.
Po blisko pół godzinie gry piłkarze Hodgsona zmusili Begovicia do pierwszej interwencji w meczu. Ściślej Gerrard, który strzelał z dystansu. Minutę później refleks golkipera Stoke sprawdzał, Meireles, ale i tym razem Hiszpan poradził sobie bez większych problemów.
Kolejne zagrożenie pod bramką Reiny, tym razem po dośrodkowaniu w pole karne w ostatniej chwili futbolówkę sprzed nosa Jonesa wykopał Konchesky. Do przerwy 0:0, ale ewidentnie gospodarze mieli przewagę i lepiej prezentowali się na boisku.
Po przerwie zaczynał Gerrard z rzutu wolnego – niecelnie. Kolejne minuty upływały na walce w środku pola. Wreszcie w 56. minucie padła pierwsza bramka w tym spotkaniu. Po zamieszaniu w polu karnym futbolówkę do siatki wpakował Fuller. „The Potters” tym golem potwierdzili swoja dominację na boisku. Jednak na jednym golu piłkarze Tony’ego Pulisa nie zamierzali poprzestać. W 63. minucie powinno być 2:0. Jones po doskonałym przyjęciu w polu karnym oddał strzał, ale piłka przeszła obok słupka.
Sytuacja szybko przeniosła się na połowę rywala. Po trójkowej akcji Gerrarda, Kuyta i Maxiego, ten ostatni minimalnie przestrzelił. Mecz w końcówce zaczął się rozkręcać. Zarówno jedni jak i drudzy starali się strzelić gola w jak najszybszym czasie. Pierwsi dokonali tego w 90. minucie zawodnicy „The Potters”. Po podaniu Pennanta gola dobijającego Liverpool strzelił Jones.











