W przedostatnim meczu dziewiątej serii spotkań na Wyspach, Liverpool sięgnął po trzy punkty przeciwko Blackburn. Do siatki trafili Kyrgiakos i Torres, a graczom z Ewood Park pomógł Carragher.
Do tego meczu piłkarze Hodgsona przystępowali jako przedostatnia drużyna ligi. Patrząc na samą tabelę i ostatnie spotkania, to prawdopodobnie Blackburn byłoby uznawane za faworyta tej konfrontacji.

Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem bezbramkowym, chociaż piłkarze gospodarzy dwoili się i troili, by móc trafić do siatki Blackburn. Swoje akcje miał powracający do skuteczności Torres oraz piłkarze napędzający „The Reds” – Joe Cole i Steven Gerrard.
Natomiast już na początku drugiej odsłony zaczęły padać bramki. Po piekielnie celnym wykonaniu rzutu rożnego futbolówkę do siatki głową skierował grecki obrońca Liverpoolu. Ogromna radość zapanowała w obozie gospodarzy, jak również na trybunach.

Jednak dwie minuty później był już remis. „Swojaka” wbił Jamie Carragher. Piłkę do Dioufa podał Kalinić, a napastnik z Senegalu uderzył w kierunku bramki. Futbolówka odbiła się od Koncheskiego oraz Carraghera. Po tych rykoszetach znalazła się w siatce.
Goście z remisu nie cieszyli się zbyt długo. Niewiele, bo dwie minutki później dośrodkowanie Cole’a zamknął Torres i było już 2:1. Z ławki w geście zadowolenia wyskoczył Hodgson. Liverpool wygrał tym samym swój pierwszy od dawien, dawna mecz.











