FC Liverpool zgodnie z przewidywaniami pokonał na Anfield Road drużynę Newcastle United. Spotkanie zakończyło się wynikiem 3:1. Tym samym podopieczni Kenny’ego Dalglisha wskoczyli przynajmniej do jutra na piąte miejsce w ligowej tabeli.
W drużynie gospodarzy zabrakło oczywiście najlepszego strzelca drużyny, Luisa Suareza, który jest zawieszony. Pierwsze dziesięć minut meczu nie zachwyciło. Brakowało błyskotliwych akcji i klarownych sytuacji, oglądaliśmy więcej gry w środkowej strefie boiska. W 11. minucie Stewart Downing zgrywał piłkę głową w pole karne, trafiła ona jednak Ryana Taylora, a gracze „The Reds” sygnalizowali zagranie ręką obrońcy Newcastle. Sędzia spotkania Lee Probert pozostał niewzruszony.

Cztery minuty później Andy Carroll zgrał futbolówkę do Craiga Bellamy’ego, który podał do włączającego się lewą flanką Jose Enrique, a ten dośrodkował płasko po ziemi. Zabrakło jednak wykończenia ze strony napastników, którzy brali udział w kreowaniu tej akcji. W 18. minucie spotkania Andy Carroll uderzył na bramkę przeciwników, jednak strzał zablokował jego kolega z zespołu, Bellamy. Po wybiciu futbolówki poza pole karne przejął ją Obertan i zapowiadało się na kontrę „Srok”, ale Francuzowi w wyprowadzeniu ataku przeszkodził… sędzia. Moment konsternacji Obertana wykorzystał niezwłocznie Charlie Adam, ale jego potężne uderzenie przeszło nad bramką.
Dwie minuty później kolejny atak na bramkę holenderskiego golkipera Newcastle. Tym razem z około 20 metrów strzelał w światło bramki Downing, jednak strzałowi brakowało siły. Gospodarze spotkania grali z minuty na minutę coraz lepiej, a tymczasem bramkę niespodziewanie strzelili ich przeciwnicy. Wszystko działo się w 25. minucie, z lewego skrzydła dośrodkował Ryan Taylor, Cabaye musnął lekko piłkę, która następnie trafiła w bark Daniela Aggera, co zmyliło zupełnie bramkarza Liverpoolu. „Sroki” nie cieszyły się z prowadzenia długo, bo jedynie przez pięć minut. Wówczas wyrównał Craig Bellamy, jeden z aktywniejszych graczy w meczu. Duże brawa należą się za akcję bramkową Adamowi, który ostro dośrodkował w pole karne, z tak posłaną futbolówką nie poradził sobie Cheikh Tiote. Odbita od niego piłka trafiła na dwunasty metr do walijskiego napastnika „The Reds”, który huknął potężnie i już po chwili cieszył się ze swojej trzeciej ligowej bramki w sezonie.
Pięć minut po tym zdarzeniu strzelec gola dla gospodarzy dośrodkowywał z rzutu rożnego, a głową uderzał Martin Skrtel, ale minimalnie obok długiego słupka bramki strzeżonej przez Krula. Do końca pierwszej części spotkania nie oglądaliśmy już żadnych ciekawszych sytuacji.
Na drugą połowę Alan Pardew zdecydował się nie wypuszczać Ryana Taylora, który kompletnie nie radził sobie z atakami prawą stroną drużyny Liverpoolu. „Sroki” dziesięć minut po rozpoczęciu drugiej części meczu przeprowadziły interesującą, długą akcję. Piłkarze wymienili mnóstwo podań na połowie przeciwników, co skończyło się faulem i w efekcie rzutem wolnym dla gości, który jednak zupełnie zmarnował Yohan Cabaye. Kolejna ciekawa sytuacja miała miejsce dopiero dziesięć minut później. Steven Gerrard, który wszedł na boisko w 59. minucie, zagrał długą, świetną piłkę do Carrolla, ale fatalne przyjęcie napastnika zakończyło doskonale zapowiadającą się akcję.












