Liverpool po trudnym meczu pokonał Aston Villę 2:1. Wynik w pierwszej połowie spotkania otworzył Christian Benteke, ale po przerwie Jordan Henderson i Steven Gerrard sprawili, że ze zwycięstwa mogą cieszyć się kibice gości.
W pierwszych minutach spotkania Liverpool sprawiał wrażenie zespołu nieco gorszego od Aston Villi. Podopieczni Brendana Rodgersa mieli sporo atutów w ofensywie, ale brakowało im dokładności. Pazury pokazywali za to gracze gospodarzy, którzy już w 15. minucie powinni wyjść na prowadzenie. Gabriel Agbonlahor otrzymał świetnie podanie ze skrzydła, ale jego strzał z pierwszej piłki trafił prosto w dobrze wychodzącego Reinę.

Kilka minut później wynik mógł otworzyć Luis Suarez po sprytnym dograniu od Glena Johnsona, ale znakomitą interwencją popisał się Guzan. Nieporadność „The Reds” zemściła się po pół godzinie gry, kiedy to Agbonlahor ładnie zgrał do Christiana Benteke długą piłkę ze środkowej strefy boiska. Młody Belg celnie przymierzył sprzed pola karnego i zdobył pierwszą bramkę w tym meczu. Goście próbowali doprowadzić do wyrównania, ale nie udało im się to przed upływem pierwszej połowy.
Gol dla przyjezdnych padł za to tuż po rozpoczęciu drugiej części spotkania. Coutinho wyprowadzając akcję z własnej połowy, posłał znakomite podanie w kierunku wychodzącego Jordana Hendersona. Pomocnik Liverpoolu znalazł się w sytuacji sam na sam z Guzanem i lekką podcinką umieścił piłkę w siatce, doprowadzając do wyrównania.
Na kolejne trafienie goście musieli czekać tylko do 60. minuty. Baker sfaulował Suareza w polu karnym, a sędzia bez wahania wskazał na wapno. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Steven Gerrard i niezwykle celnym strzałem w dolny róg bramki wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Chwilę później ten sam zawodnik uratował Liverpool przed stratą gola – po rzucie rożnym głową uderzał Benteke, ale na drodze do bramki piłce stanął właśnie kapitan Liverpoolu.
W końcówce spotkania Aston Villa starała się doprowadzić przynajmniej do wyrównania, a Christian Benteke zdołał nawet umieścić piłkę w siatce w doliczonym czasie gry – znajdował się jednak na dużym spalonym i sędzia nie mógł tego nie zauważyć. Trzy punkty, mimo dobrej postawy gospodarzy, powędrowały zatem do Liverpoolu.










