Drużyna Roya Hodgsona straciła punkty w Wigan. Chelsea z kolei bardzo skromnie pokonała Fulham 1:0.
Wigan – Liverpool
Zawodnicy Liverpoolu, po pokonaniu Chelsea, w dobrych nastrojach udali się do Wigan. Roy Hodgson miał nadzieję, na kolejny komplet punktów. Zespół gospodarza do tej pory spisuje się bardzo przeciętnie. Podopieczni Roberto Martineza zajmują osiemnastą pozycję w tabeli Premiership. „The Latics” w ostatnich ośmiu meczach wygrali tylko raz. W tym spotkaniu faworytem był Liverpool, który chciał kontynuować swoją świetną passę zwycięstw.

Gracze Liverpoolu rozpoczęli spotkanie bardzo entuzjastycznie. Już w 2. minucie zapachniało golem, kiedy to Lucas huknął z dystansu. Piłka minimalnie minęła bramkę strzeżona przez Al Habsiego. Chwilę później było już 1:0 dla „The Reds”. Gerrard ze środka pola zagrał do Torresa, a ten w sytuacji sam na sam pokonał bramkarza. Hiszpański napastnik na dobre obudził się z letargu, jego forma wyraźnie rośnie. Trzeba przyznać, że zawodnicy Hodgsona byli od początku spotkania bardzo aktywni. Z wielkim zaangażowaniem budowali swoje ataki. Widać, że ekipa Liverpoolu odżyła i zapomniała o fatalnym początku sezonu. Z minuty na minutę coraz częściej do głosu dochodzili gospodarze. Wyróżniającym się graczem był Cleverley. Młody piłkarz wypożyczony z Manchesteru United, swoimi dynamicznymi rajdami skrzydłem dawał się we znaki defensorom „The Reds”. Gracze Wigan strzelili nawet gola. W 30. minucie piłkę do siatki wpakował Rodallega, był jednak na dużym spalonym. Pod koniec pierwszej odsłony wyśmienitą sytuację miał Liverpool. Torres dostał piłkę w polu karnym. Szykował się do strzału, lecz w ostatniej chwili piłkę zabrał napastnikowi obrońca. Do przerwy wynik nie uległ zmianie. Liverpool zasłużenie prowadził 1:0.
Druga odsłona rozpoczęła się od ataków gospodarzy. Już na samym początku dwa groźne dośrodkowania mogły zakończyć się golem dla „The Latics”. Niebezpieczeństwo zażegnał jednak Carrager. W 52. minucie aktywność Wigan została nagrodzona. Gola wyrównującego zdobył Rodallega. Stam zagrywał wzdłuż bramki, Reina sięgnął jej i wybił na środek pola karnego. Tam niekryty Kolumbijczyk bez problemu umieścił piłkę w siatce. Od początku drugiej połowy Liverpool nie wychodził praktycznie z własnej połowy. Kibice „The Reds” oglądający to spotkanie mogli być zaniepokojeni. Piłkarze Wigan z uporem maniaka konstruowali kolejne ataki, chcąc pokonać utytułowanego rywala. W 67. minucie ładnym strzałem z dystansu popisał się Figueroa. Reina był jednak czujny i wybronił uderzenie. Chwilę później znów było groźnie w polu karnym Pepe Reiny. N’Zogbia zagrywał mocno wzdłuż bramki. Na szczęście jednak dla „The Reds” Carragher był dobrze ustawiony i po raz kolejny uratował swoich kolegów przed stratą bramki. W 80. minucie Liverpool mógł skarcić gospodarzy za brak skuteczności. Piłkę w środku pola wywalczył Lucas, podał do Maxiego, ten natomiast do Gerrarda. Anglik, nie zastanawiając się długo, huknął z całej siły. Piłka jednak zatrzymała się na poprzeczce Al Habsiego. Do końca widowiska nic się nie zmieniło. Po dobrej drugiej połowie Wigan wywalczyło punkt. Warto podkreślić, że mogli nawet sprawić niespodziankę i pokonać Liverpool, który w tej części spotkania nie zachwycił.











