W jedynym meczu Premier League rozgrywanym w ten weekend Liverpool wysoko pokonał Swansea City, aplikując rywalowi aż pięć bramek i nie tracąc przy tym żadnej. Brendan Rodgers bez skrupułów wycisnął, ile tylko mógł ze spotkania ze swoją byłą drużyną, rekompensując kibicom fatalne wyniki w ostatnim czasie.
Liverpool w ostatnim czasie nie zachwycał formą, a mecz ze Swansea dla Brendana Rodgersa miał być poważnym testem. Byli podopieczni obecnego bossa „The Reds” przed tym spotkaniem w ligowej tabeli znajdowali się o dwie pozycje wyżej, mając na swoim koncie o jeden punkt więcej. W dwóch ostatnich spotkaniach Liverpool przegrywał 0:2 z West Bromwich Albion oraz Zenitem St. Petersburg, mecz ze Swansea miał być zatem dla niego swego rodzaju odrodzeniem.
W pierwszej połowie gospodarze przez długi czas nie mogli zdobyć bramki. Udało im się to dopiero w 33. minucie, kiedy to Howard Webb podyktował rzut karny dla „The Reds” za faul Agustiena na Suarezie. „Jedenastkę” na bramkę zamienił Steven Gerrard, choć Michael Vorm był bliski obrony tego strzału.
Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy spotkania prowadzenie Liverpoolu powiększył Coutinho. Nowy nabytek „The Reds” po podaniu Luisa Suareza popisał się prawdziwym kunsztem i zdobył gola na 2:0. Na kolejne trafienie Liverpoolu kibice musieli czekać zaledwie kilkadziesiąt sekund, kiedy to po ładnym dryblingu Sturridge’a na lewej stronie boiska i podaniu do Jose Enrique Vorm skapitulował po raz trzeci.
Następne bramki padały z niesamowitą szybkością. W 56. minucie było już 4:0 po tym, jak Luis Suarez ze stoickim spokojem oszukał obrońców i zdobył swojego osiemnastego gola w sezonie. Podopieczni Michaela Laudrupa, widząc, że z tego meczu nie da się już nic wyciągnąć, kompletnie odpuścili pressing, pozwalając rywalom na spokojne rozgrywanie piłki.
Na efekty nie trzeba było długo czekać – w 70. minucie Howard Webb po raz drugi w tym spotkaniu zdecydował się wskazać na wapno. O dziwo, do piłki nie podszedł nikt z dwójki Gerrard – Suarez, a sprowadzony w zimowym okienku transferowym z Chelsea Daniel Sturridge. Młody Anglik dobrze wykorzystał swoją szansę i sprawił, że Michael Vorm musiał wyjmować piłkę z siatki po raz piąty.
Usatysfakcjonowany wysokim prowadzeniem Brendan Rodgers zdecydował się dać odpocząć Luisowi Suarezowi. Urugwajczyk był dość zdziwiony tym, że musi opuścić plac gry na nieco ponad dziesięć minut przed zakończeniem meczu, ale posłusznie udał się na ławkę rezerwowych, a jego miejsce na murawie zajął Fabio Borini. Włoch nie wniósł jednak nic szczególnego w grę swojego zespołu, a spotkanie zakończyło się wynikiem 5:0.










