W ostatnim spotkaniu 32. kolejki Premiership Liverpool zdeklasował na Anfield Road Manchester City, pokonując go aż 3:0. Dwie bramki dla gospodarzy zdobył Andy Carroll, dla którego są to pierwsze trafienia w barwach „The Reds”.
Już od początku spotkania Liverpool narzucił swoje tempo gry, szukając okazji do zdobycia gola. W 5. minucie swoją szansę miał Dirk Kuyt, jednak jego strzał był niecelny. 60 sekund później powinno być 1:0 dla „The Reds”, Andy Carroll zgrał piłkę do Luisa Suareza, ten stanął oko w oko z Joe Hartem, jednak jego uderzenie końcówkami palców na słupek sparował angielski golkiper „The Citizens”. Liverpool nawet nie myślał o zwolnieniu tempa i wciąż szukał swoich szans by otworzyć wynik meczu.

W 12. minucie fantastyczną bombą popisał się Andy Carroll, który pokonał Joe Harta. Dla rosłego Anglika jest to pierwsza bramka w nowym klubie. Z czasem spotkanie się wyrównywało i gra toczyła się w środku pola. „The Citizens” mieli znakomitą okazję do zdobycia bramki w 30. minucie jednak Mario Balotelli, nie doszedł do podania Alexandra Kolarova.
Trzy minuty później gospodarze podwyższyli wynik spotkania na 2:0. W sporym zamieszaniu w polu karnym, w którym piłka przechodziła to z nogi zawodnika Liverpoolu do piłkarza City, ostatecznie trafiła do Dirka Kuyta, który z zimną krwią pokonał Harta.
Minutę później było już 3:0, drugą bramkę w tym spotkaniu zdobył Andy Carroll. Były napastnik Newcastle United wykorzystał podanie Raula Meirelesa i strzałem głową wpakował piłkę do siatki. Do końca pierwszej połowy Liverpool kontrolował przebieg spotkania i zasłużenie schodził do szatni z trzybramkowym prowadzeniem.
Druga połowa znacznie się różniła od pierwszej. Liverpool wciąż kontrolował przebieg gry, jednak sam nie kwapił się do podwyższenia wyniku i jeszcze większego pogrążenia podopiecznych Roberto Manciniego.
Piłkarze „The Citizens” skupili się na żmudnym ataku pozycyjnym, który najczęściej zatrzymywał się na obronie „The Reds”. Kompletnie niewidoczny był duet napastników Dżeko-Balotelli, którzy nie zagrażali bramce strzeżonej przez Pepę Reinę. Zawodnicy Kenny’ego Dalglisha, skutecznie grali z kontrataku, jednak gdy nadarzała się dobra okazja fatalnie pudłowali.
Spotkanie nieco bardziej ożywiło się dopiero na dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry. W 82. atomowym strzałem popisał się Yaya Toure, jednak piłka leciała wprost w Reinę, który nie miał problemu z interwencją. Parę minut później szansę na hattricka zmarnował Andy Carrol, którego główka musnęła górną siatkę bramki Joe Harta. Do końcowego gwizdka wynik nie uległ zmianie.









