Idea ograniczenia liczby zawodników spoza UE pojawiła się w listopadzie 2013 roku. Wtedy na posiedzeniu w Bydgoszczy zarząd PZPN zdecydował, że od sezonu 2015/2016 w składzie drużyny z ekstraklasy będzie mogło występować jednocześnie trzech piłkarzy spoza UE, a od sezonu 2016/2017 zaledwie dwóch! Tak restrykcyjnego prawa nie ma nikt w Europie. Miało to spowodować, że więcej młodych polskich zawodników będzie dostawało szansę gry w klubach naszej ligi. Cel szlachetny, ale niestety nie tędy droga.
Druzgocące liczby
Kiedy wprowadzano to prawo, polska piłka była w bardzo złym miejscu. W słabym stylu przegraliśmy szansę na awans do brazylijskiego mundialu, wcześniej nie awansowaliśmy na MŚ w RPA, a w tak zwanym międzyczasie zajęliśmy ostatnie miejsce w najsłabszej grupie na „naszym” Euro w 2012 roku. Prezes PZPN-u Zbigniew Boniek postanowił działać i wprowadził limit.
Powiedzmy sobie wprost – nic się nie zmieniło. Efekt jest wręcz odwrotny do zamierzonego. W ekstraklasie wciąż niechętnie stawia się na młodych polskich piłkarzy (wyjątek stanowi Górnik Zabrze). Liczby są druzgocące dla całej idei wprowadzania limitów. W 2015 roku Polacy stanowili w ekstraklasie około 72% wszystkich piłkarzy. Potem wprowadzono limit. Efekt? Spadek liczby Polaków o 6%! Obecnie naszych rodaków w ekstraklasie jest niewiele ponad 66%. Odkąd to prawo weszło w życie, oprócz spadku liczby Polaków wzrosła też oczywiście liczba obcokrajowców. Aktualnie w kadrach zespołów naszej ligi znajduje się 160 zawodników z zagranicy. Sternicy klubów z polskiej ligi, zamiast ściągać zawodników z Bałkanów, celują teraz w piłkarzy reprezentujących kraje członkowskie UE. Limit nie spowodował, że nagle zaczęto hurtowo stawiać na młodych wychowanków.
Kogo tak naprawdę dotyczy ten przepis?
Jeżeli chodzi o to prawo, to celowo nie używam stwierdzenia „limit obcokrajowców”, ponieważ tu nie mamy do czynienia z ograniczeniem liczby wszystkich cudzoziemców, ale tylko tych wybranych. To jest dzielenie obcokrajowców na lepszych i gorszych. Ci z krajów UE są okej i możemy ich sprowadzać i grać nimi w dowolnej liczbie, ale na zawodników z krajów spoza UE nakładamy limit. A dlaczego Mueller z Niemiec ma być lepiej traktowany od Mulerinho z Brazylii? W myśl tych przepisów można przykładowo wystawić jedenastkę składającą się z 11 Francuzów, ale już nie można desygnować do gry składu, w którym gra ośmiu Polaków, Ukrainiec, Argentyńczyk i Meksykanin. Jak to ma pomóc młodym polskim zawodnikom?
Limit odnosi się jedynie do zawodników spoza Wspólnoty z jednego prostego powodu – w Unii Europejskiej obowiązuje zapis, w myśl którego wszyscy obywatele UE mają równe prawa, jeśli chodzi o możliwość zatrudnienia. Oznacza to, że PZPN nie może ograniczać liczby zawodników reprezentujących kraje członkowskie UE. Sęk w tym, że nie każdy zawodnik z kraju spoza UE podlega limitowi.
Przepis nie dotyczy bowiem przedstawicieli państw, które są członkami Europejskiego Obszaru Gospodarczego czy Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu. Chodzi o takie kraje, jak: Szwajcaria, Norwegia, Liechtenstein czy Islandia. Te państwa, choć nie należą do UE, to mają podpisane z nią różne porozumienia, więc nie zaliczają się do tych obcokrajowców, których liczbę należy ograniczać w ekstraklasie. Sęk w tym, że podobne umowy z Unią Europejską podpisały również takie państwa jak Albania czy Bośnia i Hercegowina. Z kolei Rosja i Białoruś podpisały z Unią Europejską umowy partnerskie. Te fakty pozostały niezauważone przez twórców tych limitów. Są umowy, które uznają, ale są takie, których nie zauważają. Niestety nie wiadomo, jakie były kryteria wyboru umów, które będą zaliczane przez PZPN. Jeżeli ten przepis ma mieć ręce i nogi, to albo szanujemy wszystkie porozumienia, które podpisała UE (czyli także te, które zawarła np. z państwami afrykańskimi), albo ograniczamy się tylko do 28 państw członkowskich. Wtedy przynajmniej braku konsekwencji nie można byłoby zarzucić.











