Mathieu Debuchy zapewnił dziś ekipie Lille trzy punkty w starciu z bretońskim Lorient w ramach 24. kolejki Ligue 1, czym utrzymał obrońców mistrzostwa Francji w wyścigu o tytuł. W innych ciekawych spotkaniach Marsylia nie była w stanie uporać się na własnym boisku z Valenciennes, a w pojedynku dwóch najsłabszych ekip z Polakami w składach Sochaux podzieliło się punktami z Auxerre.
Skromne zwycięstwo mistrza
Jedna bramka wystarczyła obrońcom tytułu, Lille, by wyjechać z Lorient z kompletem punktów. Tym samym poprawili sobie oni nieco swoją sytuację nadwerężoną wpadkami w Pucharze Francji z Valenciennes i w lidze z Bordeaux. Mecz w Bretanii zapowiadał się jako pojedynek dwóch ekip, które lubią kreować grę i niechętnie kalkulują. Przewidywania te potwierdziły się przede wszystkim w pierwszej odsłonie, która, choć bezbramkowa, mogła przyprawić o zawrót głowy. Piłka gościła to pod jedną, to pod drugą bramką.

Pierwsi bliscy otwarcia wyniku byli goście z północnej Francji, gdy do niepilnowanego w polu karnym Francka Berii dośrodkował Joe Cole, lecz boczny defensor Lille nie trafił w piłkę, będąc praktycznie przed pustą bramką. Równie groźnie zrobiło się w polu karnym Mickaela Landreau i to tylko dzięki byłemu golkiperowi PSG kibice zgromadzeni na Stade de Moustoir nie mogli cieszyć się z gola. Landreau dwukrotnie wygrał pojedynek oko w oko ze Innocentemm Emegharą i Szwajcar, polujący na piątą bramkę w tym sezonie, musiał obejść się smakiem. Do tych sytuacji swoje trzy grosze dołożył również Arnold Mvuemba. Pomocnik „Morszczuków” uderzył idealnie ze stojącej piłki i ponownie tylko piękna robinsonada bramkarza Lille nie pozwoliła, by futbolówka trafiła dokładnie w okienko.
Przerwa w meczu wpłynęła jednak negatywnie na widowisko, gdyż obie ekipy zagrały już znacznie ostrożniej. Jedynym godnym uwagi momentem w tej części meczu była 76. minuta. Wtedy to geniuszem piłkarskim błysnął Benoit Pedretti, posyłając lobem piłkę nad defensywą Lorient. Do niej dopadł Mathieu Debuchy i z ostrego kąta pokonał, zastępującego Fabiena Audarda (zawieszony za czerwoną kartkę), Benjamina Lecomte’a. Końcowy kwadrans większych emocji już nie przyniósł, bo doświadczeni goście nie dali sobie wydrzeć cennych trzech punktów, które pozwoliły im odetchnąć po ostatnich niepowodzeniach. Dla sympatyków „Les Dogues” nie tylko zwycięstwo może być powodem do radości, ale również fakt zachowania czystego konta i nieco lepszej gry w defensywie, która przecież tak fatalnie zaprezentowała się jeszcze niedawno z Bordeaux. Dodać tu trzeba, iż na środku obrony tym razem od pierwszej minuty pojawił się nowy nabytek, Argetyńczyk Mauro Cetto, który zdecydowanie lepiej wywiązuje się z defensywnych obowiązków aniżeli David Rozehnal.
Stracona szansa Marsylii
Didier Deschamps, mając w perspektywie pojedynek w środku tygodnia z Interem Mediolan w Lidze Mistrzów, postanowił dać odpocząć kilku piłkarzom, co niestety źle wpłynęło na ostateczny rezultat ligowego spotkania z Valenciennes. Na ławce rezerwowych usiedli przede wszystkim boczni obrońcy, Cesar Azpilicueta i Jeremy Morel, oraz środkowy pomocnik, Benoit Cheyrou, lecz nie zmienia to jednak faktu, iż w składzie „Les Phoceens” znalazło się miejsce dla wielu innych kluczowych zawodników.
W pierwszej połowie wszystko szło zgodnie z przewidywaniami, gdyż od pierwszych minut gospodarze ruszyli do ataku, by już po kwadransie objąć prowadzenie. Dokładnym dośrodkowaniem z prawej strony popisał się Rod Fanni, a piłkę głową tuż przy słupku umieścił Alou Diarra, dla którego było to drugie trafienie w tym sezonie.
Niestety, nieostrożna gra w defensywie marsylczyków przyniosła wyrównanie dziesięć minut po wznowieniu gry. W zamieszaniu w polu karnym niedokładnie piłkę wybił wprowadzony wcześniej Cheyrou, wykładając ją obrońcy Valenciennes, Gilowi. Brazylijczyk skrzętnie skorzystał z okazji i strzelił z bliskiej odległości nie do obrony. Wzburzona Marsylia rzuciła się na przeciwnika i choć pod bramką Nicolasa Penneteau wielokrotnie robiło się gorąco, to ani razu futbolówka nie chciała zatrzepotać w siatce. Najbliższy szczęścia był Brandao, gdy po jego strzale głową gości uratował słupek.
Piłkarze Deschampsa tym samym nie wykorzystali szansy przeskoczenia w tabeli Lyonu, jedynie równając się z nim punktami. Do podium „Les Phoceens” w tym momencie tracą już trzy oczka. Oby tylko ich forma poprawiła się do najbliższej środy tak, by byli w stanie wypunktować znajdujących się w kryzysie wicemistrzów Włoch, bo z prezentowaną skutecznością na próżno mogą marzyć o ćwierćfinale.
Bezwartościowy remis
Żadnej ze stron cieszyć nie może bezbramkowy remis, który padł dziś we wschodniej Francji w Sochaux. Zajmujący ostatnie miejsce w tabeli gospodarze nie byli w stanie pokonać równie słabego Auxerre. Podział punktów co prawda pozwolił Burgundczykom awansować na 18. miejsce, a „Les Lionceaux” dogonić pokonaną dziś ekipę Nicei, lecz w perspektywie walki o utrzymanie takie rozstrzygnięcie żadnej ze stron nie satysfakcjonuje, przedłużając ich serie bez zwycięstwa – dla Sochaux był to dziesiąty, a dla Auxerre szósty mecz. Całe zawody rozegrali dwaj reprezentanci Polski, Damien Perquis, na środku obrony gospodarzy, i Dariusz Dudka na lewej stronie defensywy gości.