Jakiś czas temu prezes Boniek przyrównał poziom sportowy spotkań z niższej półki Premier League do polskiej ekstraklasy. Tak – mecze Watfordu z Norwich są według niego na podobnym poziomie, co spotkanie Górnika z Arką. Choć internet uśmiechnął się pod nosem, nie można Prezesowi odebrać tego, że każdy ma prawo do własnego zdania. Porównanie do angielskiej ekstraklasy zrodziło jednak w mojej głowie pewien pomysł.
Pomysł, który na cyfrowy papier przelać postanowiłem dopiero wraz z rozpoczęciem ligowych zmagań w 2020 roku. Dlaczego? Cóż, od początku sezonu nie do końca podoba mi się realizacja naszej ligi. Porównania do lig zachodnich pojawiają się tu i ówdzie, ale nie bez powodu. I nie chodzi jedynie o to, co widzimy w telewizji, o transmisje. Nasza liga na poważnie wzięła się za gonienie peletonu w postaci lig zachodnich – uruchomienie aplikacji godnej ligi, nowoczesne grafiki w trakcie transmisji, umożliwienie oglądania spotkań osobom zza granicy. Kibice mogą mieć jednak sporo powodów do narzekania – nie bez przyczyny.
Wszystkie grzechy transmisji
Za produkcję transmisji odpowiada spółka Ekstraklasa Live Park, która jest własnością Ekstraklasa S.A. I trzeba przyznać, że zespół Live Park’u tworzą ludzie, którzy znają się na rzeczy. Nie przypominam sobie, aby w tym sezonie wystąpiły jakiekolwiek problemy, które odbiły by się szerokim echem w internecie, czy wśród dziennikarzy.
Sezon 2019/2020 otworzyło spotkanie Arki Gdynia z Jagiellonią Białystok. Zobaczyliśmy nową czołówkę i… w tym momencie ci, którzy zobaczyli ją po raz pierwszy, otworzyli szeroko oczy. A przynajmniej niektórzy. Można było przeczytać wiele negatywnych opinii na ten temat. I choć oczywiście jest to też kwestia gustu, czołówka blado wypada jeśli przypomnimy, że odpowiedzialna jest za nią firma, która pochwalić się może m.in. graficznym opakowaniem Premier League. Grafiki wyglądają, jakby były wyjęte ze starego Championship Managera, niż stworzone na potrzeby ligi robiącej krok w stronę nowoczesności.
Tylko zaczął się mecz, a realizatorzy zrugani zostali za kolejną wpadkę. Tablica wyników wraz z zegarem były, lekko mówiąc, słabo widoczne. Przyznaję, mam poważną wadę wzroku, ale na ekranie telewizora bez trudu potrafię dostrzec wynik w meczu ligi zagranicznej, czy reprezentacji. Tymczasem wyglądało to tak, jakby nikt wcześniej nie testował transmisji, nie zebrano żadnych opinii, co wydaje mi się powinno mieć miejsce w przypadku profesjonalnej ligi, która może się pochwalić dość dobrą oglądalnością.











